O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Sensacyjne powroty do przeszłości

…czyli o tym, jak to się jednym udaje, a innym nie

Jørn Lier Horst – „Gdy mrok zapada”



Wydawnictwo Smak Słowa, przełożyła Karolina Drozdowska, 197 str.

Pierwsze zdanie: „Babcia zmarła dwanaście lat temu – wyjaśniła siedząca na krześle dla petentów kobieta.”

W najświeższej części cyklu z komisarzem Williamem Wistingiem mamy do czynienia z klasycznym prequelem, czyli wydarzeniami, które miały miejsce przed zasadniczą akcją pierwowzoru. Przenosimy się w przeszłość o jakieś trzydzieści lat - „Gdy mrok zapada” toczy się w 1983 r. Młody Wisting pracuje na policji zaledwie jako posterunkowy i stara się związać koniec z końcem, aby zapewnić byt urodzonym niedawno bliźniakom. Bierze nadgodziny i zajmuje się pospolitymi zdarzeniami typu pijani kierowcy, drobne włamania, jakieś awantury. Na pierwsze śledztwo z prawdziwego zdarzenia wpada sam, gdy przez przypadek znajduje w opuszczonej stodole zabytkowe auto z dziurami po kulach w karoserii. Sprawa, której się poświęci, będzie dotyczyła zamierzchłych czasów.


Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że jest to póki co najsłabsza część całego cyklu. Już sama objętość książki (zaledwie 197 str.) sugeruje, że Horst nie włożył w nią pełni sił twórczych, biorąc pod uwagę rozmiar pozostałych tomów serii. To czym norweski autor zjednał sobie rzeszę wiernych czytelników, to przecież drobiazgowe opisy prowadzonych spraw kryminalnych, dokładna policyjna praca od środka, ale także udanie poprowadzone wątki poboczne, jak choćby sprawy osobiste i rodzinne Wistinga. Tu są one ledwie zarysowane, pobieżne i ograniczone do minimum, a samo rozwiązanie zagadki oparte jest głównie na cudownie przytrafiających się kolejnych zbiegach okoliczności. Zresztą cała intryga nie jest specjalnie zajmująca i zwyczajnie nie wciąga. Nie ma w niej tego charakterystycznego nerwu. Nie idą za nią też większe emocje. Może i jest w niej jakiś potencjał, ale tu nie udało się go wykorzystać. Po tej szybkiej lekturze pozostaje więc nie tylko niedosyt, ale i lekkie rozczarowanie.

Ten odczuwalny brak maksymalnego zaangażowania autora w historię, sugestywna, zimowa okładka książki - fakt, że jej akcja toczy się w okresie świątecznym oraz to, iż swą premierę w Polsce (tuż po norweskiej) miała między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, pozwala przypuszczać, że jest to rzecz napisana na zamówienie wydawcy. A przy tego typu zleceniach często górę nad solidnym zgłębieniem tematu bierze pośpiech wynikający z powodu goniących terminów. Może i mylę się co do samych okoliczności, ale w tym wypadku tak to niestety wygląda. Pozostaje więc szybko zapomnieć o tym nieudanym eksperymencie i wypatrywać kolejnych części cyklu, które jeszcze nie zostały wydane w Polsce. A tych będzie w tym roku co najmniej dwie. Te wcześniejsze, takie jak „Szumowiny” czy „Jaskiniowiec” dowodzą, że jest na co czekać.



Lee Child – „Sto milionów dolarów”



Wydawnictwo Albatros, przełożył Jan Kraśko, 415 str.

Pierwsze zdanie: „Rano dali mu medal, a po południu odesłali go z powrotem do szkółki”.

Może niektórym wyda się to dziwne, ale jest to moje pierwsze spotkanie z Jackiem Reacherem. Ta postać to w końcu ikona gatunkowej trójcy kryminał/sensacja/thriller, a „Sto milionów dolarów” to już dwudziesta pierwsza część cyklu z Jackiem w roli głównej. I choć pozycja ta nie jest pozbawiona drobnych wad (o czym za chwilę) to i tak jest to kawał naprawdę dobrej rozrywki.
W „Stu milionach dolarów” Reacher jest 35-letnim majorem amerykańskiej żandarmerii wojskowej. Wracamy więc do jego przeszłości - poprzednie części cyklu działy się już współcześnie. Mamy rok 1996, Jack zakończył właśnie tajną misję na Bałkanach i został skierowany do kolejnego zadania. W Hamburgu anonimowy Amerykanin składa pewnym Saudyjczykom powiązanym z organizacją terrorystyczną, ofertę sprzedaży „czegoś” za tytułową kwotę. Reacher, razem z agentami CIA i FBI, ma się dowiedzieć kim jest ów sprzedający i co jest przedmiotem transakcji.

Może brzmi to trochę niczym początek powieści akcji klasy B, i choć rzeczywiście dostajemy tu solidną porcję rozrywki, to jednak na gatunkowo wyższym poziomie. Jim Grant (Lee Child to pseudonim) z powodzeniem miesza elementy powieści szpiegowskiej z thrillerem, śledztwem w stylu czarnego kryminału i odrobiną political fiction. Są więc echa zimnej wojny, a poza bliskowschodnimi terrorystami pojawia się także choćby organizacja neofaszystowska. Wątków jest tu bez liku, intryga dość mocno zawiła, a akcja choć zasadniczo odgrywa się w niemieckim mieście portowym, to poza Europą skacze też po innych kontynentach. I to jest to, do czego można się przyczepić – trochę tu bowiem za dużo wszystkiego. Druga kwestia, że jak na tyle dobrodziejstwa, fabuła toczy się początkowo zbyt wolno. Dopiero od połowy akcja zasuwa już właściwym tempem, aż do naprawdę świetnego finału. Poza tymi dwoma drobnymi niedogodnościami - reszta już bez zarzutu.

Książka napisana jest dobrym stylem - oszczędne acz mięsiste zdania, wzorcowo skonstruowane dialogi, ironiczne poczucie humoru, od czasu do czasu niesztampowe porównanie. A ta relacja z bójki, w której Reacher demoluje neonazistów w wąskim zaułku to już prawdziwy majstersztyk. Wielka to bowiem sztuka zachować dynamizm całego starcia przy jednoczesnym drobiazgowym, technicznym wręcz opisie jego poszczególnych sekwencji.
Na koniec słów kilka o głównej postaci cyklu. Choć Reacher jest trochę takim przerysowanym superbohaterem – wysoki, dobrze zbudowany; minimalista obdarzony chłodnym, analitycznym umysłem; posiadający wybitne zdolności do stosowania przemocy – to jednak i tak daje się lubić. Coś czuję, że będę się jeszcze przy jego kolejnych śledztwach dobrze bawił i odprężał.

Aktualnie czytam:

Trwa ładowanie komentarzy...