O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

12 mocnych opowiadań

…czyli Mariana Enriquez i jej mroczna Argentyna

Mariana Enriquez – To, co utraciłyśmy w ogniu



Wydawnictwo Czarna Owca, przełożyła Marta Jordan, 232 str.

Pierwsze zdanie: Moja rodzina ma mnie za wariatkę, bo postanowiłam zamieszkać w rodzinnym domu w Constitucion, po moich dziadkach ze strony ojca, wielkim gmaszysku z kamienia, z żelaznymi, pomalowanymi na zielono bramami wychodzącymi na ulicę Virreyes, z detalami w stylu art deco i starymi mozaikami na podłodze, tak zadeptanymi, że gdyby mi przyszło do głowy je wywoskować, mogłabym otworzyć tor do jazdy na rolkach.

To pierwsze zdanie jest zbyt rozwlekłe, a konkretnie – nie za specjalne, ale na szczęście dalej jest już tylko lepiej. I to dużo lepiej. Niewielki zbiorek opowiadań argentyńskiej pisarki pt. To, co utraciłyśmy w ogniu wypełnia dwanaście mocnych, mrocznych tekstów, które podczas lektury sprawiają, że skóra cierpnie na plecach. Dosłownie.
Opowiadania Enriquez cechuje przede wszystkim bardzo ciekawy, intrygujący i na swój sposób oryginalny miks tematyczny. Składa się nań przede wszystkim groza, która momentami ociera się nawet o horror. Makabra miesza się tu zatem swobodnie z okrucieństwem i brutalnością, ale także z dużym napięciem i takim podskórnym niepokojem. Przerażające jest choćby opowiadanie Koniec roku – o dziewczynie okaleczającej się w szkole, czy też Patio sąsiada – o kobiecie, która przechodzi ciężką depresję i po przeprowadzce do nowego mieszkania słyszy oraz widuje różne przerażające rzeczy. No właśnie, tylko czy ona rzeczywiście ma omamy, czy to co widzi, dzieje się naprawdę? Nastrój grozy, w przekonujący sposób kreowany przez autorkę, w żadnej mierze nawet nie ociera się o fantastykę. Może tylko trochę o zjawiska paranormalne.

Teksty te są za to bardzo mocno osadzone w argentyńskiej rzeczywistości. I to nie tylko w odniesieniu do ukazanego tła wydarzeń (slumsy i niebezpieczne dzielnice Buenos Aires, nieco tajemnicza tamtejsza prowincja), lecz także do licznych wątków społeczno-ekonomicznych. Sporo tu nawiązań do argentyńskiego kryzysu gospodarczego – bezrobocia, inflacji, biedy oraz pogłębiających się różnic społecznych.
Na cenzurowanym znajdują się też nieuczciwi policjanci. W tekście Pod czarną wodą – w brutalny sposób zabijają dwóch nastolatków, najprawdopodobniej dlatego, że ci nie chcą dla nich pracować. Enriquez przywołuje w tym opowiadaniu również problem zatrutej wody w rzece Riachuelo – odnodze Rio de la Plata, pełnej ciężkich chemikaliów – przez którą rodzą się okropnie zdeformowane dzieci. Zresztą opisana tam wyprawa głównej bohaterki (pani prokurator) (do slumsów położonych nad tą rzeką) ma w sobie coś z klimatu serialu The Walking Dead.



Autorka nie stroni też od przywoływania tragicznej przeszłości swojego kraju. I tak na przykład w jednym z opowiadań występuje zajazd, który powstał na miejscu szkoły policyjnej, gdzie prawdopodobnie bito i torturowano więźniów za czasów dyktatury. W innym mowa jest o moście, do którego budowy żołnierze użyli zabitych przez siebie ludzi. W opowiadaniu Nie będzie na nas grama ciała pada tymczasem takie zdanie: Wszyscy chodzimy po kościach, trzeba tylko głęboko kopać i dosięgnąć przysypanych zmarłych. A w Ludwiczek wbijał gwoździczek: przypomnienie postaci Peliso Orejudo (Uszatego Kurdupla), gdzie bohater jeździ autobusem na trasach turystycznych, dotyczących zbrodniarzy i zbrodni w Buenos Aires, pojawia następująca fraza: Miasto nie miało wielkich zabójców, jeśli wykluczyć dyktatorów, nie uwzględnionych w trasie z uwagi na poprawność polityczną.

Ostatnim, wyraźnie zaakcentowanym i bardzo ważnym składnikiem tego tematycznego miksu jest mocne sfeminizowanie tekstów. Enriquez ustanowiła kobiety bohaterkami przytłaczającej większości swych opowiadań. Czasem są one silnymi jednostkami, które nie dają się facetom. W innych przypadkach znajdują się na krawędzi rozpaczy – przerażone i wyobcowane. Na pewno dominują we wszystkich opowiadaniach. Mężczyźni stanowią w nich wyłącznie tło. A jeśli już wychylają się z niego, to przedstawieni są w mało pochlebny sposób. Dostaje się im przede wszystkim za tę charakterystyczną, zwłaszcza dla południowców, maczystowską postawę.
Ważnym wątkiem jest tu także przemoc domowa. W świetnym i poruszającym opowiadaniu tytułowym, Argentynki same podpalają się na stosach, by w makabryczny sposób oczyścić się z wszechwładzy mężczyzn. W ten sposób chcą zacząć nowe życie – cóż z tego, że mając jednocześnie poparzone i zdeformowane ciała...

Na koniec literackie tropy, za którymi porusza się proza Enriquez. Obok tych niejako oczywistych (jak choćby wielki rodak autorki Julio Cortazar czy mistrzowie grozy: Edgar Allan Poe i Stephen King) ja dodałbym jeszcze specjalizującego się w opowiadaniach Vladimira Ballę. Teksty argentyńskiej autorki cechują podobne do stylu Słowaka – wszechobecny, dojmujący niepokój i ta pewna nieoczywistość.

Tomik Enriquez to mocny kandydat do tegorocznego podsumowania najlepszych książek z zagranicy.

Aktualnie czytam:

Trwa ładowanie komentarzy...