Nie powinno się przed nikim tak otwierać

… czyli uniwersalna i życiowa powieść ze ścieżką dźwiękową w tle

Anne Enright – Zapomniany walc

Wydawnictwo Wiatr Od Morza, przełożył Grzegorz Buczkowski, 256 str.

Pierwsze zdanie: Gdyby nie dziecko, żadne z tych wydarzeń pewnie by nie nastąpiło.

Zacznę nietypowo, bo od ścieżki dźwiękowej, stworzonej przez Wydawnictwo Wiatr Od Morza jako specjalny, oryginalny dodatek do tej książki. Otóż w Zapomnianym walcu tytuł każdego kolejnego rozdziału nie tylko nawiązuje (co jest oczywiste) do tego, co się w nim wydarzy, lecz także jest tytułem jakiejś popularnej piosenki o miłości. Wydawnictwo przygotowało więc swoistą playlistę. Można ją odsłuchać, wzbogacając lekturę Zapomnianego walca, pod adresem www.wiatrodmorza.com/playlista. Na pewno warto to zrobić – ścieżkę dźwiękową wypełniają całkiem niezłe kawałki, a poza tym powieść Anne Enright, laureatki nagrody Bookera z roku 2007 za Tajemnicę rodu Hegartych, to udana i intrygująca rzecz.

Gina Moynihan poznaje na przyjęciu Seána Vallely’ego. Ona jest mężatką. On ma żonę Ailleen i córkę Evie. Między Giną a Seánem najpierw pojawia się fascynacja. Następnie pożądanie i seks, po których wybucha miłość. A dalej oboje żyli długo i szczęśliwie… O nie! To nie jest żadna miałka historyjka czy zwykłe romansidło klasy B. Dalej mamy już tylko bolesną prozę życia i nawarstwiające się problemy – od tych przyziemnych, finansowych, poprzez zamierające pożądanie, po uświadomienie sobie popełnionych błędów i wynikające z nich konsekwencje. Wszystko jest dodatkowo mocno skomplikowane, niejednoznaczne i problematyczne.

Historię romansu poznajemy z punktu widzenia Giny. Jej narracja jest do bólu szczera i bardzo intymna. W zasadzie mamy tu do czynienia z zapisem swobodnego przepływu strumienia myśli oraz bezpośrednim wglądem w psychikę głównej bohaterki. Oto próbka:

Nie pamiętam dokładnie, jak było, ale pamiętam, że mi się nie podobało. Niezależnie od wszystkiego, seks był wtedy okropny. Zupełnie jak nie seks.
„Pierdoli mi życie” – myślałam. „Pierdoli mi całe życie”.


Tak Gina „komentuje” konkretną próbę starania się ze swoim mężem Connorem o dziecko.
Jej przemyślenia są różnorakie. Raz zupełnie infantylne, kojarzące się bardziej z niezbyt rozgarniętą nastolatką niż dojrzałą kobietą. Innym razem poważne, głębokie czy też przedstawiające konkretny problem od strony psychologicznej. Gina jest wyraźnie zagubiona i niepewna, zarówno w życiu, jaki i – a może przede wszystkim – w romansie z Seánem. Cieszy się z tego związku, ale momentami bardzo go żałuje. W swych sądach jest mocno ironiczna i nierzadko ostra, bywa też jednak melancholijna i czuła. Podobne rozchwianie udziela się czytelnikowi, który raz będzie bohaterce Zapomnianego walca szczerze współczuł, a kilkanaście stron dalej irytował się i potępiał jej zachowania. Ten angażujący charakter powieści, a także bijący z niej uniwersalizm czy wyraźna rzeczowość i pewna życiowość, należą do jej najmocniejszych stron.



To co jeszcze wyróżnia tę książkę z grona setek innych, w których motywem przewodnim także jest zdrada małżeńska, to kilka ciekawych wątków pobocznych. Przede wszystkich mam na myśli postać córki Seána, Evie. Nie pojawia się ona w tej historii zbyt często w sposób dosłowny, ale jej stała obecność gdzieś na marginesie jest niezwykle ważna. Sugeruje to już zresztą pierwsze zdanie. I choć Gina początkowo tej „obecności” nie zauważa:

Przez cały ten czas w ogóle nie myślałam o Evie. Nie wiem dlaczego. Jego żona zawsze była gdzieś tam obecna, niczym mur biegnący wzdłuż granic mojego umysłu, ale gdy pogrążasz się w odmętach pożądania do mężczyzny, nie myślisz – może po prostu nie jesteś w stanie myśleć – o jego córce.

Z czasem to właśnie o Evie najbardziej zazdrosna będzie Gina. Przekona się również, że dziewczynka odciśnie wyraźne piętno na jej związku z Seánem. On z kolei dojrzeje w pewnym momencie do przekonania, iż skrzywdził i zawiódł swą córkę – Zawieść dziecko, to niepojęte. Nie wolno zawieść dziecka. A on to zrobił. Zrobił rzecz niemożliwą.

Drugi wątek to nagła śmierć matki Giny i dojmujący ból związany z tą stratą. Ból, z którym kobieta nijak nie potrafi sobie poradzić. Zmaganie się z nim przedstawione jest znów nieco kameralnie czy nawet między wierszami, ale to też jest istotna część składowa powieści. Z kolei na trzecim już planie występuje interesujący wątek związany z siostrą bohaterki, Fioną. Tą ładniejszą i zdolniejszą, którą Gina, kiedy tylko może, dość krytycznie ocenia:

Nie powiedziałam, żeby spierdalała do tego pajaca, swojego męża, co po piątej flaszce wina włazi na nią, a potem złazi. Że to ma być miłość. Zastanawiać się, czy już skończył i ile by kosztowało, żeby mieć konia z uprzężą, jak ta kobieta z naszej ulicy. Niczego takiego nie powiedziałam swojej siostrze. Nie powiedziałam, że na moich oczach dała się złamać, wtłoczyć w miernotę i macierzyństwo, najpierw ciało, potem umysł.

Enright prowadzi tę opowieść zajmująco acz w sposób bardzo wyważony. Jej styl nie jest ani prosty, ani obfitujący w jakieś fajerwerki czy specjalne literackie zabiegi. Owszem, specyficzną narrację Giny cechują niedomówienia, skoki w czasie, wrażenie lekkiego chaosu, ale mnie czytało się tę książkę całkiem lekko i szybko. Co może nieco dziwić, bo to w końcu powieść momentami nawet dramatyczna, tak jednak było. Polecam. Zwłaszcza ze wspomnianą na początku playlistą, odpaloną w tle.

A na sam koniec, jedno zdanie – znamienne dla tej historii – które wypowiada Seán do Giny:

Nigdy nie powinno się przed nikim tak otwierać, chyba, że druga strona ma dużo do stracenia.

Aktualnie czytam:
Trwa ładowanie komentarzy...