O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Polsko-brytyjskie zbrodnie

… czyli mocny i bezkompromisowy zbiór opowiadań

Jan Krasnowolski – Syreny z Broadmoor

Wydawnictwo Świat Książki, 269 str.

Pierwsze zdanie: Jest robota – powiedział Kosa, stawiając na stole cztery ociekające pianą szklanki, do których natychmiast wystartowały poznaczone bliznami i tatuażami dłonie.

Jana Krasnowolskiego, pisarza, który zniknął mi trochę z polskiej sceny literackiej, pamiętam przede wszystkim z mocnego i dobrego zbioru opowiadań Klatka. Ukazał się on lata temu w kieszonkowej serii Ha-artu. Co prawda autor, który zadebiutował w 2001 r. 9 łatwymi kawałkami, popełnił po Klatce jeszcze jedną książkę pt. Afrykańska elektronika. O niej jednak dowiedziałem się dopiero teraz, robiąc mały research do tego tekstu.

W najnowszym tomiku opowiadań Krasnowolski wraca do tematyki, której fascynacji dał wyraz już w kilku tekstach Klatki. Tym razem z większym rozmachem. Syreny to bowiem pisarska wizja, inspirowana autentycznymi, głośnymi zbrodniami z udziałem Polaków, które miały miejsce na Wyspach Brytyjskich. Co istotne, autor nie opisuje w opowiadaniach wyłącznie naszych rodzimych bandytów. Przywołuje także wydarzenia, w których Polacy są ofiarami, ginącymi z rąk tamtejszych zbrodniarzy. Rozkłada się to mniej więcej pół na pół. Zaznaczam to od razu wyraźnie, aby podkreślić fakt, iż Krasnowolski nie skupił się tylko na oczernianiu rodaków na Wyspach – bo tak ta książka może być, i pewnie będzie, przez niektórych odbierana. To nie jest właściwy trop.

Znaleźć tu można opowiadania o różnym stężeniu kryminalnym. Od historii bezdomnego Polaka, który wysłany przez londyńskich handlarzy narkotyków do Sấo Paolo, przez dwa tygodnie koczował na lotnisku bez grosza (dokarmiała go sprzątaczka); czy zapisu brutalnego, przypadkowego pobicia pewnego profesora i jego żony. Przez opowieść o zimnej i wyrachowanej kobiecie – zabiła naszego rodaka, bo chciała się przekonać, czy da radę (zamordowała później jeszcze dwóch mężczyzn). Aż po dramatyczną i absolutnie wstrząsającą historię maltretowanego, kilkuletniego chłopca, który głodzony przez własnych rodziców, zmarł w wyniku pobicia. Dodam, że mimo iż wszelakie oblicza zła przedstawiane w literaturze nie są mi obce, tak historię Daniela Pełki z opowiadania Niewidzialny czytałem na raty. Nie byłem w stanie udźwignąć takiego ciężaru na raz.



I choć ta poprowadzona wzorcowo od strony gatunkowej, mniej lub bardziej krwawa, warstwa kryminalna (np. w jednym z opowiadań dwóch Polaków zostaje zadźganych śrubokrętem przez grupę naćpanych nastolatków) jest wyraźnie dominująca, tak nie tylko o przemoc i zbrodnie w tych tekstach chodzi. Z opowiadań Krasnowolskiego, który dobrze zna realia tamtejszej Polonii, bo od 11 lat mieszka w Bournemouth, wyłania się jej smutny i niepokojący obraz. Alkohol, narkotyki, drobni przestępcy, zatwardziali kryminaliści, wąsaci Janusze, nieodpowiedzialne, pozbawione podstawowych uczuć rodzicielskich matki, bezdomni. Ale także ludzie samotni, zagubieni, starający się walczyć z tęsknotą za rodziną i krajem czy zupełnie niepotrafiący poradzić sobie w nowych okolicznościach. Są też oczywiście i tacy, którzy mają wyraźny cel w życiu, zagryzają zęby i konsekwentnie go realizują, aż niestety, przytrafia im się coś strasznego.

Polacy są bardzo ambitną nacją. Szybko uczyli się języka, z zacięciem walczyli o lepsze życie. Z czasem zaczęli zakładać biznesy, kupować nieruchomości, zdobywać obywatelstwo. Zdecydowana większość wiodła uczciwe życie, asymilując się w tym kraju, stając się częścią brytyjskiego społeczeństwa. Niektórzy jednak przywieźli ze sobą swoje demony, bezskutecznie próbując przed nimi uciec, lecz one ich nigdy nie opuściły.

I to właśnie na tych ostatnich Polakach skupił się autor, za co nie można go przecież winić, bo tacy, źli i zepsuci też przecież są. Nie tylko tam na Wyspach, lecz także we wszystkich innych skupiskach Polonii na świecie. Ale dostaje się tu nie tylko rodakom – w opowiadaniu Niewidzialny, z którego pochodzi powyższy fragment, Krasnowolski obnaża też istotne wady brytyjskiego systemu, słynnego już socjalu. To przecież niefrasobliwość, przymykanie oka oraz kompletny brak komunikacji między szkołą, opieką społeczną i służbą zdrowia doprowadziły do tego, że zakatowano bezbronne dziecko. Ta rodzina potrzebowała uwagi i wsparcia, a jej nie dostała.

Krasnowolski praktycznie w każdym z opowiadań zastosował nieco inną konstrukcję fabularną, aby uniknąć pewnej schematyzacji tych historii. Syreny z Broadmoor napisał stylem podobnym do tego, jaki zapamiętałem z Klatki, która kiedyś zrobiła na mnie duże wrażenie – a więc prostym, potoczystym, mocnym, wyrazistym i autentycznym. Tu nie ma żadnych zbędnych ozdobników i miękkiej gry z czytelnikiem. Są za to wulgaryzmy. Ale biorąc pod uwagę penetrowane środowiska – całkowicie uzasadnione. Zgadam się też w zupełności z Jakubem Żulczykiem zachwalającym na okładce Syreny, twierdzącym, że teksty te tną jak noże. Tak, to opowiadania ostre, bezkompromisowe i podane precyzyjnie, na zimno. Nie tylko robią wrażenie. Zapadają też w pamięć. Dziwi mnie tylko, że jak dotąd jest o tej książce tak cicho w mediach i internetach. Oby nie przepadła tak jak Afrykańska elektronika.

PS Książkę zamyka zbiór notek, prezentujących konkretne informacje na temat prawdziwych zbrodni, które stały się inspiracją dla autora.

Aktualnie czytam

Trwa ładowanie komentarzy...