O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Co jest prawdą, a co nie

… czyli intensywna i kontrowersyjna powieść Hertmansa

Stefan Hertmans – Głośniej niż śnieg

Wydawnictwo Marginesy, przełożyła Alicja Oczko, 366 str.

Pierwsze zdanie: Ten podmuch wiatru był jak uderzenie olbrzymią dłonią; wydawało się, że auto zostało niespodziewanie brutalnie popchnięte.

John de Vuyst jest redaktorem w dużym wydawnictwie. Toczy spokojne, dostatnie acz nudne życie. Skupiony na sobie, melancholijny, zagubiony i zamartwiający się byle czym, ewidentnie przechodzi kryzys wieku średniego. Nie przypuszcza jednak, że prawdziwe trudności dopiero się zaczną. Ba, rozleci mu się jego całe dotychczasowe życie. I tak przez romans, w który się uwikłał, czeka go rozstanie z żoną. Pojawią się też poważne problemy zdrowotne z niewydolnymi nerkami. Będzie musiał także wesprzeć swego ojca przy odchodzeniu matki na tamten świat:

Jadę zobaczyć, jak dziś wieczorem ktoś umrze. Ta, z której się urodziłem. Jadę na spotkanie z zagładą mojego źródła. Życie zatacza koła, które trudno zrozumieć, z których niczego się nie wynosi, z których nie wynika żadne poczucie sensowności, korzyści, zrozumienia ani czegokolwiek. Kręcenie kółek, dopóki ziemia nie usunie się spod nóg.

Poza tym będzie dostawać tajemnicze listy napisane dziwnym, niezrozumiałym językiem. Ktoś zacznie go prześladować. Dojdzie do przemocy. Morderstwa. Wszystko to w okolicznościach zamachów terrorystycznych, dokonywanych kolejno w Paryżu, Rzymie i Nowym Jorku. Zamachów uderzających w symbole trzech głównych religii świata – bomby wybuchają bowiem w Instytucie Świata Arabskiego, Bazylice św. Piotra i największej żydowskiej synagodze. Choć dodać trzeba od razu, że akurat te tragiczne wydarzenia mało co obchodzą Johna, skupionego na przeżywaniu osobistych udręk. A te niestety, wydają się nie mieć końca. Finalnie doprowadzą go do takiego punktu, w którym stanie się bohaterem niczym z Kafki. Poddanym nieoczywistym, chorym i brutalnym okolicznościom. Uwikłanym w paranoiczną i niezrozumiałą historię. Czytelnik, podobnie jak de Vuyst, będzie musiał sam spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest w niej prawdą, a co nie.



Hertmansowi udało się w tej powieści zawrzeć i celnie opisać kilka istotnych bolączek współczesności. Jest to bowiem nie tylko proza mocno egzystencjalna, dotycząca odwiecznego problemu jednostki, a więc poszukiwania życiowego sensu, lecz także mówiąca o rozwijającym się strachu, który wynika z szalejącego terroryzmu. To książka pochylająca się również nad problemami etnicznymi – przywoływany jest tu choćby projekt chemicznej bomby, która będzie rozróżniała rasy i niszczyła tylko określony materiał genetyczny. Ważnym wątkiem są coraz bardziej gorące konflikty religijne oraz to, w jaki sposób odciskają piętno na pojmowaniu rzeczywistości. Przekonująco oddany przez autora, dojmujący klimat powszechnego chaosu – spowodowanego rozkręconą spiralą przemocy, rosnącą beznadzieją i bezładem czy przerażeniem – celnie oddaje niestety kierunek, w którym zdaje się zmierzać obecny świat.

W związku z poruszaną tematyką, ale także ze względu na swą konstrukcję, Głośniej niż śnieg nie jest pozycją łatwą w odbiorze. U Hertmansa zwłaszcza narracja jest specyficzna. Żeby nie napisać nawet – dość karkołomna – rwana, pełna nieoczywistych i niejednoznacznych wydarzeń, z pogmatwaną chronologią. Prowadzona, przynajmniej na początku, w pierwszej osobie, później staje się przeplatanką z perspektywą trzecioosobową. Do tego dochodzi jeszcze istna fuzja gatunkowa. Mamy tu bowiem, poza wspomnianym już silnym wątkiem egzystencjalnym, trochę romansu, etniczno-religijną teorię spiskową niczym z bestsellerowej powieści sensacyjnej (tajemniczy Chazarowie) czy elementy thrillera i powieści obyczajowej. Trzeba więc trochę cierpliwości, żeby do tego wszystkiego przywyknąć. Na szczęście pomaga styl autora, który jest bardzo przejrzysty, napisałbym nawet, elegancki. Gwarantuję też, że gdy już się w tę narrację wgryziecie, będzie już tylko lepiej i lepiej. Ostanie 200 str. powieści dosłownie pochłonąłem na raz, nie mogąc się od niej oderwać choć na chwilę, aż do samego, kapitalnie napisanego, finału.

To właśnie kolejny z walorów prozy Hertmansa – umiejętność przedstawienia w porywający i różnorodny sposób pojedynczych, mocnych scen. I tak np. przy jednej z nich, tej przejmującej, w której umiera matka Johna, nie sposób się nie wzruszyć. Przy końcówce wątku ze szczurem – nie poczuć prawdziwego obrzydzenia. Nie mówię już o tej opisującej kolację w restauracji i toczony spór głównego bohatera z domniemanym prześladowcą – to już prawdziwy majstersztyk.

Głośniej niż śnieg to intensywna, kontrowersyjna i wciągająca proza wysokiego lotu. Owszem, wymagająca, ale to także jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałem w tym roku.

Aktualnie czytam:

Trwa ładowanie komentarzy...