O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Bezimienny Chłopiec z Nienazwanego Miasteczka

… czyli pierwszy polski przekład z walijskiego

Caradog Prichard – Jedna księżycowa noc

Wydawnictwo Officyna, przełożyła Marta Listewnik, 218 str.

Pierwsze zdanie: Pójdę zapytać Mamę Huw, czy mógłbym wyjść się pobawić.

Caradog Prichard to zmarły w 1980 r. dziennikarz, poeta i pisarz z Walii. Jego jedyna powieść, Jedna księżycowa noc, ma w tym kraju status arcydzieła. Pisze się i mówi o niej, że jest dla Walijczyków tym, czym Ulisses Jamesa Joyce’a dla Irlandczyków. Z kolei sam Prichard uważany jest za prekursora walijskiej powieści postmodernistycznej. Mamy więc do czynienia z nieznaną do tej pory klasyką europejskiej literatury. To bowiem nie tylko pierwsze polskie tłumaczenie tej książki, dodam od razu, że bardzo dobre, lecz także pierwszy przekład z języka walijskiego w ogóle.

Jedna księżycowa noc to w dużej mierze książka biograficzna. Jej akcja toczy się na początku XX wieku, w nienazwanym, małym, przemysłowym miasteczku w północnej Walii, którego pierwowzorem jest Bethesda – rodzinne miasto Pricharda. Autor realistycznie opisuje lokalną, zamkniętą społeczność, która w czasie trwania I wojny światowej (jej echa od czasu do czasu docierają do miasteczka) toczy bardzo biedne, ale z pozoru spokojne, jednostajne życie. Tworzą ją postaci o intrygujących przydomkach, jak choćby Mała Jini ze Skraju Pola, Owen Parobek z Zagrody, Tata Małego Wila Syna Policjanta, Wil Elis Tragarz, Joni Edward Rzeźnik czy Mama Małego Owena Węglarza. W Walii istnieje bowiem zwyczaj zastępowania nazwisk przydomkami, często pochodzącymi od zawodów, ale nie tylko.

Narratorem powieści jest bezimienny, młody chłopiec, mieszkający z matką, z którą łączą go dość silne relacje. Zanim jednak wątek synowsko-matczyny na dobre się rozwinie, i mocno skomplikuje, chłopiec przeżyje różnego rodzaju przygody wraz ze swoimi przyjaciółmi. Początkowo więc opowieść tę cechuje częściowa zabawowość, beztroska, sielskość oraz ukazanie procesu dojrzewania głównego bohatera. W tle mamy nie tylko trudną, codzienną egzystencję, z zarysowanym lekko widmem głodu, marzenia co poniektórych o pracy w tamtejszym kamieniołomie przy wydobywaniu łupków czy o zaciągnięciu się do wojska lub na statek, lecz także piękno i pewną tajemniczość okolicznej przyrody.



Z czasem klimat opowieści zaczyna stopniowo gęstnieć. Znikają najbliżsi. Ktoś umiera na gruźlicę, kogoś odnajdują z poderżniętym gardłem, a ukochana matka głównego bohatera zapada na chorobę psychiczną. Rozpada się więc zarówno lokalna społeczność, jak i ten cały sielankowy świat dzieciństwa. Nastaje nowa, mroczna rzeczywistość, która prowadzi do dramatycznego finału. Ten podany jest w tak szczególny sposób, że ktoś, kto będzie czytał tę powieść niedokładnie, może nawet jego istotę po prostu przeoczyć.

Poza tym mniej więcej od połowy książki narrację chłopca przedzielać będą, napisane specyficznym językiem, monologi tajemniczej postaci zwanej Królową Snowdonu:

Uda moje obłapiają mgłę, a piersi moje pieszczą obłoki bezwstydne w swej niskości; one zasię poznają dotykiem skrytość nagości mojej, upajają się cudami onej głębi i wstępują nazad w nicość, pełne rozkoszy przepojonej winą.

To bynajmniej nie jedyny z kontrowersyjnych wątków, jakie odnajdziecie w tej książce, i nie jedyny z jej kilku enigmatycznych i zagadkowych symboli. Jest przecież jeszcze ten, który wydaje się najważniejszy – tytułowy księżyc. W języku walijskim stanowi on rdzeń wyrazu określającego człowieka szalonego, i poza tym, że śledzi wszystkie mniej lub bardziej ważne wydarzenia, dziejące się w miasteczku nocą, to wydaje się również, iż ma jakiś nieodgadniony wpływ na bohaterów. Jest to w końcu powieść nie tylko o końcówce dzieciństwa, przypadającego na trudne czasy. To także rzecz o rozwijającym się poczuciu winy, prowadzącym do szaleństwa.

Jedna księżycowa noc napisana jest ciekawym, specyficznym językiem (dialekt doliny Ogwen), udanie przełożonym na polszczyznę przez Martę Listewnik. Powieść tę, mieszającą w sobie wątki społeczne z historycznymi, biograficzne z nierealnymi i mającą swój specyficzny, nieprzenikniony do końca klimat, czyta się zaskakująco dobrze. To kawał świetnej literatury i w ogóle nie czuć, że napisanej grubo ponad pięćdziesiąt lat temu. Polecam.

Aktualnie czytam:

Trwa ładowanie komentarzy...