Co czytać podczas wakacji? Cz. III

… czyli tym razem powieści

Ian McGuire – Na wodach Północy



Wydawnictwo Prószyński i S-ka, przełożył Bartosz Kurowski, 334 str.

Pierwsze zdanie: Oto widzicie mężczyznę.

Przygodówka, dramat, powieść marynistyczna, historyczna, z odrobiną kryminału i szczyptą thrillera – tym wszystkim po trosze jest zaskakujące Na wodach Północy. Zaskakujące, bowiem autorowi udało się, przy użyciu oklepanych już patentów (mroźna Północ, okręt, odizolowana grupa twardych mężczyzn, walka z żywiołami), stworzyć kawał dobrej, mocnej prozy. Nie jest to bynajmniej jakaś wielka powieść, ale jednocześnie to książka będąca czymś więcej niż wyłącznie rozrywkową beletrystyką.

XIX-wieczna Anglia. Główny bohater Patrick Sumner, irlandzki lekarz, który brał udział w krwawych walkach, toczących się w Delhi podczas powstania sipajów, zaciąga się na wielorybniczy statek o nazwie „Okrutnik”. Tam, na Morzu Arktycznym, będzie musiał się zmierzyć z niejakim Henrym Draxem, harpunnikiem oraz bezwzględnym i brutalnym mordercą. Przy okazji pedofilem i gwałcicielem. Uwierzcie mi, będzie się działo. Jest tu napięcie, akcja i wciągająca historia, w której głównie chodzi o zezwierzęcenie natury ludzkiej, uleganie najniższym instynktom czy też o zemstę i odkupienie.

Ale to, co podobało mi się najbardziej, to styl. McGuire jest niezwykle przekonujący, zwłaszcza w oddaniu realiów. I mam tu na myśli zarówno wszystko to, co dzieje się na lądzie (portowe zaułki i knajpy, indyjskie reminiscencje czy taki np. opis – operacji zaropiałego jelita ślepego – który chyba najlepiej czytać jest na czczo), jak i na morzu (zwłaszcza drobiazgowe przedstawienie polowania na wieloryby i foki). A sam język! Nazwać go soczystym czy dosadnym to mało. Pełno w nim wulgaryzmów i prowokacji, które mają ukazać, z jakże prymitywnymi osobnikami mamy do czynienia. Ale jednocześnie dotknąć mogą zwłaszcza co wrażliwsze czytelniczki i czytelników. Lojalnie zatem przestrzegam.

Płyną na ląd z Draxem i Jonesem u wioseł. Cavendishowi nie zamykają się usta, opowiada o okrutnych walkach na noże, których był świadkiem, i o szkaradnych kobietach z Lerwick, które wyruchał.
– Chrystusie, niemożebnie jebało jej z pizdy – mówi. – Musielibyście tam być, żeby w to, kurwa, uwierzyć.


To proza na wskroś męska. Bezpośrednia i wybitnie szorstka. Głównie ponura, bo pławiąca się w brutalności, makabrze i mroku. Ale czasem także bardzo zabawna – choć prezentowany tu rodzaj humoru jest dość specyficzny.

– A co kurwa z moim nosem? – pyta Cavendish, pokazując palcem.
– Miarkuję, że niektórzy uznają to za poprawę.
– Masz, kurwa, niezłe jaja, skoro zwracasz się w ten sposób do kogoś z siekierą w ręce.
– Są jak para okazałych ziemniaków – potwierdza Drax beztrosko. - Jeśli masz ochotę, to nawet pozwolę ci je pogłaskać.


Sugestywna powieść, którą zapamiętam na długo.


Jonathan Safran Foer – Oto jestem



Wydawnictwo WAB, przełożył Krzysztof Cieślik, 782 str.

Pierwsze zdanie: Gdy zagłada Izraela się rozpoczęła, Isaac Bloch rozważał, czy się zabić, czy przenieść do Żydowskiego Domu.

Po długiej, dziesięcioletniej przerwie Jonathan Safran Foer powraca z nową powieścią, w której przewijają się wątki autobiograficzne. I trzeba od razu przyznać, że jest to powrót bardzo udany. Otrzymujemy bowiem świetną książkę na miarę spektakularnego debiutu pt. Wszystko jest iluminacją. Oto jestem dowodzi również, że nie bez kozery uznaje się tego amerykańskiego pisarza o żydowsko-polskich korzeniach za następcę samego Philipa Rotha. Oby tylko pisał trochę częściej niż raz na kilkanaście lat.

Dwa główne wątki fabularne w Oto jestem to: rozpad rodziny głównego bohatera powieści (Foer także rozwiódł się z żoną), autora scenariuszy programów telewizyjnych Jacoba Blocha oraz globalny kryzys na Bliskim Wschodzie, powstały w wyniku silnego trzęsienia ziemi (które nawiedziło Izrael i doprowadziło do wybuchu potężnego konfliktu). Pierwszy z nich jest tym dominującym. Przez wiele lat udane (wiemy to z retrospekcji) małżeństwo żydowskich inteligentów, Julii i Jacoba, przechodzi poważny kryzys, a Foer analizuje, jaki miał on przebieg oraz jak do niego doszło. Poznajemy zatem, i to bardzo dokładnie, motywy obojga małżonków, ich uczucia, oczekiwania, żale i rozczarowania. Obserwujemy, jak ten związek systematycznie zamiera.

– Co to miało znaczyć? Chcesz, żebym miał romans?
– Nie, chcę, żebyś pisał do mnie listy w szabat. Ale jeśli zamierzasz pisać do kogoś innego pornograficzne wiadomości, to owszem: chcę, żebyś miał romans. Bo wtedy mogłabym cię szanować.
– Mówisz bez sensu.
– Ależ mówię zupełnie z sensem. Szanowałbym cię dużo bardziej, gdybyś ją rżnął. Byłby to dla mnie dowód na coś, w co coraz trudniej mi uwierzyć.
– Czyli?
– Że jesteś istotą ludzką.
– Nie wierzysz, że jestem człowiekiem?
– Nie wierzę, że w ogóle istniejesz.


Do tego dokładają się problemy najstarszego syna Blochów, Sama, związane z dojrzewaniem oraz tożsamością – który, tuż przed bar micwą został oskarżony o rasistowskie zachowania. Jakby tego było mało, dochodzi jeszcze wizyta najbliższej rodziny z Izraela, wspomniana wcześniej trudna sytuacja tego państwa, mobilizującego się do obrony swych granic, a nawet kłopot z coraz bardziej schorowanym, ukochanym psem.

Foer opisuje to wszystko w sposób wyśmienity. Powieść ma ciekawą konstrukcję (nieustannie przeplatające się sceny), która początkowo może wydawać się nieco chaotyczna, ale szybko wciąga. I choć powieść składa się także ze zdań wielokrotnie złożonych, zawierających udane metafory i porównania, oparta jest głównie na dialogach. Te są zaś szermierką słowną najwyższej próby. Aż roi się tu od błyskotliwych rozmów, celnych ripost i inteligentnego humoru.

Oto jestem to wartościowa i ważna książka o życiu, zarówno w jego słodkim, jak i gorzkim wymiarze. Rzecz nie tylko dotycząca kryzysu rodziny, lecz także religijnego, tożsamościowego i wspólnotowego.


Edward St Aubyn – Patrick Melrose t.I



Wydawnictwo WAB, przełożył Łukasz Witczak, 445 str.

Pierwsze zdanie: O wpół do ósmej rano, niosąc wyprasowane zeszłego wieczoru pranie, Yvette szła skrajem podjazdu w stronę domu.

Pod tytułem Patrick Melrose kryją się trzy niezbyt obszerne powieści: Nic takiego, Złe wieści i Jakaś nadzieja, które angielski autor Edward St Aubyn napisał na początku lat dziewięćdziesiątych. W październiku tego roku Wydawnictwo WAB wyda tom drugi, który obejmie z kolei Mleko matki i W końcu. Wspomnianych pięć tytułów tworzy autobiograficzny cykl, którego bohaterem jest właśnie Patrick Melrose. Facet, którego dwiema najważniejszymi relacjami w życiu są nienawiść do ojca i miłość do narkotyków.

W Nic takiego poznajemy przede wszystkim, należącą do brytyjskiej arystokracji, dysfunkcyjną rodzinę głównego bohatera, jak i jego samego jako pięcioletniego chłopca. Podczas pobytu na Riwierze Francuskiej, w miejscowości Lacoste, małego Patricka gwałci despotyczny ojciec, który jest psychopatą i człowiekiem z premedytacją krzywdzącym swoich najbliższych. To wydarzenie, dodam jeszcze, że wielokrotnie powtarzane, odciśnie piętno na dalszym życiu Melrose’a. Do tego dojdą jeszcze trudne relacje z matką alkoholiczką.
W Złych wieściach, których akcja dzieje się kilkanaście lat po traumie z Lacoste, ojciec Patricka umiera, a on sam leci do Nowego Jorku – odebrać prochy rodzica. Przy okazji urządzając sobie gigantyczny narkotykowy odlot, którego intensywności nie powstydziliby się bohaterowie opisywani przez Burroughsa czy Welsha.
W trzeciej części, Jakiejś nadziei, Patrick już po odwyku narkotykowym decyduje się w końcu zrzucić z siebie nękający go nieustannie ciężar, i porozmawiać z przyjacielem o gwałtach z dzieciństwa. Poza tym weźmie udział w przyjęciu, którego głównym gościem będzie księżniczka Małgorzata. Akcja każdej z trzech części dzieje się na przestrzeni kilkudziesięciu godzin. Tyle pokrótce o fabule.

Wiadomo jak to bywa z marketingowymi zajawkami, którymi często nieadekwatnie karmi się czytelnika, ale tym razem opis wydawniczy jest zgodny z prawdą – rzeczywiście jest to wykwintna proza. Dodam jeszcze, że napisana w iście mistrzowski sposób. Od samej konstrukcji, poprzez wysmakowany język, świetne porównania i metafory, aż po miejscami poetyckie frazy – jest to powieść, której trudno cokolwiek zarzucić.

Jak się miewa Debbie? A skąd miał, kurwa, wiedzieć? Miał dość kłopotów z wygrzebywaniem się spod lawiny własnych uczuć i wolał, żeby ponury bernardyn jego uwagi zanadto się nie rozpraszał.

Podobnie jak w opisanym wyżej Oto jestem, niewiele jest u Aubyna klasycznej narracji. Książka opiera się, chyba jeszcze bardziej niż u Foera, na kapitalnych dialogach. Poznajemy dzięki nim kolejne interesujące acz jednocześnie odpychające postaci. Przedstawiciele brytyjskich elit to bowiem wyłącznie banda zadufanych w sobie, wywyższających się, próżnych i cynicznych fanfaronów, którzy trwonią czas na kolacjach, przyjęciach i innych spotkaniach towarzyskich. Podczas nich nieustannie plotkują i obrabiają wszystkim naokoło te miejsca, w których plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Aubyn przedstawia tę zgraję megalomanów przy pomocy ciętego języka oraz w dowcipnym, ironiczno-groteskowym świetle. I choć jest to również powieść gorzka, smutna i zarazem bardzo ponura, dawno już tak szczerze nie rechotałem przy jakiejś innej lekturze jak przy Patricku Melrose’ie. Czego i Państwu życzę.
Na koniec, jako ciekawostkę, dodam, że na podstawie tego pięcioksięgu powstać ma pięcioodcinkowy serial telewizyjny, w którym główną rolę zagra Benedict Cumberbatch.

I jeszcze jedno – wszystkie trzy opisane wyżej książki zostały świetnie przetłumaczone. Słowa uznania zatem dla panów Kurowskiego, Cieślika i Witczaka.

PS Pozostałe dwa trzypaki zawierające polecenia lektur wakacyjnych (opowiadania i książki polskich autorów) ukażą się w połowie lipca. Wtedy też podsumuję I półrocze 2017 r., publikując zestawienie 10 najlepszych książek oraz kilka niewypałów.
Trwa ładowanie komentarzy...