O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Podsumowanie 2017 r. cz. I – Opowiadania

… czyli o iście rewelacyjnym roku dla fanów short story

Tym wpisem rozpoczynam autorskie i subiektywne podsumowanie 2017 r., które składać się będzie z pięciu tradycyjnych już części: opowiadania, non-fiction, kryminały, literatura polska, literatura światowa. Będzie więc o książkach, które w danej kategorii podobały mi się w mijającym roku najbardziej. Myślę, że mam z czego wybierać - na ten moment licznik sięga 116 przeczytanych pozycji. A ponieważ do końca roku zostały ponad dwa tygodnie, to jeszcze ów wynik trochę podkręcę.


Zaczynam od opowiadań, nie tylko dlatego, że są bliskie mojemu sercu, ale przede wszystkim z tego powodu, że ta kategoria w 2017 r. jest dla mnie zamknięta – na pewno nie przeczytam już żadnego zbioru opowiadań do końca grudnia. Choć mam jeszcze dwa tegoroczne tomy short story odłożone na 2018 r. (jak wiadomo wszystkiego przeczytać się nie da).

Już w poprzednim roku coś drgnęło jeśli chodzi o ten raczej nielubiany przez wydawców i czytelników gatunek literacki – ukazały się m.in. tak świetne zbiory jak 10 Grudnia George Saundersa, W drodze nad Morze Żółte Nicka Pizzolatto czy Drugi pocałunek Gity Danon Miljenko Jergovicia. Okazuje się, że było to raptem preludium, bo 2017 był iście rewelacyjny jeśli chodzi o short story. Przeczytałem w nim 21 zbiorów opowiadań i może poza nierównym Ojcem, w którym zaprezentowała się śmietanka polskich współczesnych pisarzy oraz zmagającą się z podobnym problemem antologią Wenecja Noir, nie było wśród tego „oczka” innych słabych tomów.
Zaskoczyli zwłaszcza rodzimi pisarze. Ciekawy i dobrze rokujący debiut zaprezentował Grzegorz Bogdał ze swoją oryginalną Florydą http://mikolajmarszycki.natemat.pl/202755,bardziej-o-tych-co-ich-wcale-nie-ma-niz-o-takich-co-sa.
Interesująco wypadli także: Andrzej Dybczak z Panem wszystkich krów http://mikolajmarszycki.natemat.pl/208171,opowiadaj-dalej-oby-tak-dalej, Jan Krasnowolski z Syrenami z Broadmoor http://mikolajmarszycki.natemat.pl/207741,polsko-brytyjskie-zbrodnie, Maciej Miłkowski z Drugim spotkaniem oraz rozwijająca się z książki na książkę Aleksandra Zielińska zKijankami i kretowiskami. Udanie zaprezentowała się antologia Singapur Noir http://mikolajmarszycki.natemat.pl/206055,miasto-ktorego-nazwa-zawiera-w-sobie-grzech.
Nie zawiodły również sprawdzone nazwiska jak Chuck Palahniuk ze zbiorem Zmyśl coś http://mikolajmarszycki.natemat.pl/212669,co-czytac-podczas-wakacji-cz-iv, Wiktor Jerofiejew z Ciałem, Lee Child z Adresem nieznanym oraz Elizabeth Strout, której To, co możliwe otarło się o siódemkę najciekawszych moim zdaniem książek w tej kategorii.


A skoro już o nich mowa, to zestawienie wyróżnionych wygląda tak (kolejność alfabetyczna):




Lucia Berlin – Instrukcja dla pań sprzątających



Wydawnictwo WAB, przełożyła Dobromiła Jankowska, str. 476 str.

Pierwsze zdanie: Wysoki stary Indianin w spranych lewisach, ozdobny pasek plemienia Zuni.

Berlin to autorka tworząca opowiadania w latach 60., 70. i 80. Pisała mało, ale za to jak! Jej teksty przede wszystkim dotykają normalnego życia i szarej egzystencji tak blisko jak tylko się da. Są niezwykle realistyczne, melancholijne i smutne. Czasami również przejmujące. Dotykające trudów dnia codziennego i ważkich problemów, ale nie poprzez jakieś szczególne zgłębianie ich istoty tylko raczej poprzez przywoływanie drobnych, piekielnie celnych migawek, krótkich scenek rodzajowych, dialogów. Takich momentów, które mówią więcej o kondycji człowieka niż sążniste elaboraty. Akcja często toczy się tu w jak najbardziej oczywistych, choć wydawałoby się, trochę mało literackich miejscach jak pralnia, autobus, sklep z alkoholem, szpital. Bohaterowie tych lapidarnych tekstów to zarówno ludzie zagubieni, zrezygnowani, pogodzeni z losem ale także walczący z jego przeciwnościami, starający się podnieść, zdeterminowani i szukający szczęścia.
Często są to również opowieści autobiograficzne. A trzeba wam wiedzieć, że Berlin nie miała łatwego życia. Czterech synów, trzech mężów, ciągłe przeprowadzki, liczne prace (nauczycielka, sprzątaczka, asystentka lekarza, telefonistka), zmaganie się z chorobą alkoholową a później z nowotworem. Odbicie zgromadzonych doświadczeń znajdziecie w tych kapitalnych tekstach. Zwłaszcza opowiadania dotyczące picia robią naprawdę duże wrażenie, jak choćby to pt. Niesforna. Ale Berlin potrafi także zachwycić, raptem niewiele ponad stronicowym tekstem jak Mój dżokej – scena, w której pielęgniarka niesie na rękach na prześwietlenie połamanego dżokeja to doprawdy mistrzostwo.
W pewnym stopniu blisko tym tekstom do maestrii Raymonda Carvera, który także w sposób wybitny portretował Amerykę B, ale nie ulega również wątpliwości, że Berlin miała swój własny język. A mieszanie dramatu z subtelnym czarnym humorem doprowadziła do perfekcji. Szkoda tylko, że została doceniona dopiero po śmierci.


Antologia opowiadań pod redakcją Michela Dufranne’a – Bruksela Noir



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/224407,7-ksiazek-pod-choinke


Mariana Enriquez – To, co utraciłyśmy w ogniu



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/204141,12-mocnych-opowiadan


Mikołaj Grynberg - Rejwach



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/208171,opowiadaj-dalej-oby-tak-dalej


Alistair MacLeod – Utracony dar słonej krwi



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/212669,co-czytac-podczas-wakacji-cz-iv


Paweł Sołtys – Mikrotyki



Wydawnictwo Czarne, 142 str.

Pierwsze zdanie: Znałem faceta, który jadł frytki ze śmietaną, wszyscy myśleli, że to majonez, a on uśmiechał się wysmarowany tą śmietaną jak Święty Mikołaj na komisariacie i puszczał oko ponad ich głowami, w chmury.

Spodziewałem się, że literacki debiut świetnego tekściarza, jakim niewątpliwie jest Paweł Sołtys aka Pablopavo, będzie dobry, ale nie sądziłem, że aż tak. Ten cieniutki zbiorek napisany jest przede wszystkim wyśmienitym językiem. Nie tylko skrzącym się od oryginalnych metafor i porównań, ale także takim już w pełni ukształtowanym oraz pisarsko dojrzałym. Z jednej strony kunsztownym a z drugiej skupionym na drobiazgach. To w pewnym stopniu pisanie bliskie omawianej wcześniej Lucii Berlin - choć amerykańska pisarka koncentruje się na prozie, a Pablopavo prezentuje ją w mocno poetyckiej odsłonie – również skupiające się i uwypuklające interesujące szczegóły oraz migawki z codziennego życia. Takie, na które gros innych pisarzy nie zwraca najmniejszej uwagi. Mikrodotyki. W tej umiejętności, wynikającej z ponadprzeciętnej wrażliwości, Sołtys jest trochę podobny do Michała Cichego. Inna rzecz to fakt, iż ma także skłonności do wpadania w lekko gawędziarski ton opowieści, co również jest atutem tej prozy.
W swych minimalistycznych acz skondensowanych i pełnych treści opowiadaniach autor przywołuje różne wspomnienia, często sięga w przeszłość podkreślając przemijanie. Poza tym portretuje rzeczywistość, uliczny folklor Warszawy (z naciskiem na Grochów), blokowiska, swoich kolegów, znajomych, różne nieszablonowe postaci, a także członków rodziny. Z czułością pochyla się nad ich losami, problemami, małymi tajemnicami czy ukrytymi pragnieniami. I co jest siłą tych tekstów, jest w tym wszystkim niesłychanie autentyczny.
W ogóle nie ma tu do czego się przyczepić. Wszystko jest napisane zajmująco i w punkt. Z dominującą melancholią, ale i całą gamą innych emocji. Ponadto zbiorek ten podoba mi się tak bardzo, bo dotyka też podobnych wspomnień, historii i obrazów, które, jako ledwie dwa lata starszy od autora, również noszę wciąż w swojej głowie. Dajmy na to ta opowiastka o dyskotece podczas kolonii, na której gościnnie pojawiają się dziewczyny z Czechosłowacji (tekst pt. Leskow). Miałem podobne przeżycia co jej bohater tylko z koleżanką z Niemieckiej Republiki Demokratycznej.


Wells Tower – Ruiny i zgliszcza



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/212669,co-czytac-podczas-wakacji-cz-iv


Aktualnie czytam:

Trwa ładowanie komentarzy...