O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Pisarz który miał za duże serce.

Jan Balaban – „Wakacje/Możliwe że odchodzimy”



„Wakacje”

Pierwsze zdanie: „Danielowi Niedostałowi rzadko kiedy udaje się spać nieprzerwanie dłużej niż dwie godziny”



„Możliwe że odchodzimy”

Pierwsze zdanie: „Ech, sklepy nocne, nonstopy, lombardy i domy gier!”


Czeski pisarz Jan Balaban zmarł 23 kwietnia 2010 roku. Równiutko w piątą rocznicę śmierci swojego ojca. Natomiast dokładnie dzień wcześniej, skończył pisać powieść pt. „Zapytaj taty”. Rzecz dotyczącą śmierci swojego ojca właśnie. W Czechach mówiło się, że ta powieść „zabiła” Balabana. Nieźle co? Niebywałe.

Nagła, przedwczesna śmierć (miał zaledwie 49 lat) przyniosła mu w ojczyźnie ogromną sławę. Choć i bez tej śmierci w pełni na nią zasłużył. W Polsce nie pisało się o nim zbyt wiele, ale od niedawna dzięki wydawnictwu Afera z Wrocławia będzie można wreszcie zapoznać się z jego twórczością.

Na dobry początek dostajemy dwa zbiory opowiadań połączone w jedną książkę. „Wakacje” to kilkanaście treściwych miniaturek dotyczących trzech głównych bohaterów. Daniel Niedostał jest lekarzem i cierpi na bezsenność. Ivan Satinsky to popijający, były naukowiec, a obecnie pomocnik murarza. Ostatni. Paweł Niedostał, mąż i ojciec, przeżywa właśnie poważny małżeński kryzys. Wszyscy są po przejściach. Nieszczęśliwi, samotni i przegrani. To naprawdę dobre teksty, ale ledwie rozgrzewka przed tym, co nam serwuje autor w drugim zbiorze.

„Możliwe że odchodzimy”, to rzecz najwyższych lotów. Liga Mistrzów opowiadań. Zresztą książka dziesięciolecia w Czechach. Zwykłe, prozaiczne historie o zagubionych, miotających się w swoich małych nieszczęściach, przeciętniakach. Oldrzich ma depresję - boi się ptaków, wymiotuje. Emil dziesięciolitrową butlę spirytusu – tak na wszelki wypadek. Urszula ma dość męża Romana. Leon poznaje Elenę - przyrodnią siostrę, o której istnieniu nie wiedział. Psychiatra Kraus daje się wygadać swojemu pacjentowi na papierosie, za to Hans woli prawić kazania swojemu psu. Karol Nędza ma Alzheimera. Mała Kasia umiera w szpitalu. Życie.

Trzeba tylko być tego życia wnikliwym obserwatorem, potrafić z niego wyciągnąć, to co najważniejsze, jego gęstą esencję, no i trzeba umieć pisać o tym tak, żeby to było sugestywne, zajmujące i wciągające. Wygląda na to, że Balaban miał te wszystkie umiejętności w małym palcu. Pisał w sumie prosto choć z dużym wyczuciem. Oszczędnie acz momentami poetycko m.in. używając ciekawych metafor. Miał lekkie pióro. Miał ucho do dobrych dialogów. Jego opowieści są melancholijne, smutne, gorzkie, a niektóre nawet dołujące. Ale prawdziwe. Takie przecież bywa życie.

Jan Balaban zmarł na kardiomiopatię – przerośnięcie mięśnia sercowego.



Literackie tropy: Przede wszystkim Raymond Carver. Ale również egzystencjalizm J-P Sartre’a.

Inne tropy: Tytuł opowiadania „I ptaki też” Balaban zapożyczył z tekstu piosenki grupy Plastic People Of The Universe. Nie udało mi się znaleźć w sieci tego konkretnego utworu, ale Plastików i tak posłuchajcie, bo ta muzyka bardzo pasuje do tych tekstów. Tylko niech Was czasem nie zmyli pierwszych 40 sekund :)

Trwa ładowanie komentarzy...