Rasowa powieść z fatalną okładką.

Po dwóch zbiorach opowiadań czas wreszcie na jakąś powieść. I na coś nieco lżejszego, aczkolwiek tylko pozornie, bo „Sekret jej oczu”, to przecież mocny kryminał i rzecz psychologiczno-obyczajowo-polityczna, z wątkiem romansowym w jednym.

Eduardo Sacheri – „Sekret jej oczu”





Pierwsze zdanie: „Benjamin Miguel Chaparro zatrzymuje się nagle i postanawia, że tam nie pójdzie.”

Okładka książki „mówi” zupełnie co innego, od tego co napisałem wyżej, prawda? Założę się o tubkę dropsów, że 99% osób widząc ją po raz pierwszy, obstawiałoby łzawe romansidło albo jakiegoś klasycznego harlequina. Tak, okładka jest totalnie chybiona i po prostu fatalna. Normalnie wstyd mi było coś takiego w autobusie wyjąć. Ale z tego co czytam w sieci cyt. „niezwykła oprawa książki sprawiła, że zapragnęłam ją przeczytać!” wychodzi na to, że się mylę, a dział marketingu i promocji spisał się na medal!

Ale zostawmy okładkę, bo tu na szczęście nie opakowanie, a treść jest najważniejsza. Zarys fabuły w telegraficznym skrócie: urzędnik sądowy, Benjamin Chaparro, odchodzi na emeryturę i zaczyna pisać powieść, o Ricardo Moralesie, kasjerze bankowym, którego piękną żonę zgwałcono i zamordowano. Chaparro zna sprawę od podszewki, bo starał się ją rozwikłać. I w sumie rozwikłał, ale nie do końca. Ta sprawa miała również ogromny wpływ na jego życie i… I tyle może wystarczy. Im mniej się zdradzi treści tym lepiej dla potencjalnego czytelnika. Z kwestii formalnych należy również wiedzieć, że opowieść biegnie w tej książce dwutorowo - mamy tu wątek aktualny i ten bardziej rozbudowany, z przeszłości. Oba ładnie się przenikają i uzupełniają.

Właśnie. To co jest jedną z zalet tej powieści to jej dopracowana, zmyślna konstrukcja, płynny i przystępny sposób opowiadania oraz ładny, wysmakowany język. W ogóle jest to napisane bardzo klasycznie. Tak jak się teraz pisuje już co raz rzadziej. Tematyka też jest równie klasyczna: ludzie postawieni w obliczu tragicznej zbrodni, muszący dokonywać ważnych wyborów. Zbrodnia i kara, a w bonusie jeszcze zemsta. Do tego niespełniona miłość i prawdziwa męska przyjaźń. A także trzymająca w napięciu intryga kryminalna, interesujące tło polityczne (Argentyna przełomu lat 60 i 70), dobrze napisane postaci (mój ulubieniec, to najbliższy przyjaciel Chaparro, od czasu do czasu pijący na umór Pablo Sandoval) z ich pogłębioną psychologią, czy sprawnie podane elementy obyczajowe. No po prostu wszystko to, co tygrysy literatury lubią najbardziej. Co prawda nie jest to też nic wielkiego, zapierającego dech w piersiach czy totalnie rozkładającego na łopatki, ale solidna robota na dość wysokim poziomie.



Atrakcyjność tej powieści dostrzegł również reżyser Juan Jose Campanella, który nakręcił na jej podstawie film pod tym samym tytułem (niedawno był nawet emitowany przez TVP). A w 2010 roku zgarnął za niego Oscara dla najlepszego filmu obcojęzycznego. I choć film jest bardzo dobry, to jak zazwyczaj bywa w takich przypadkach, książka jest jeszcze lepsza. Co nie zmienia faktu, że polecam obie fabuły. Okładkę książki zawsze można sobie obłożyć…


Literackie tropy: Julio Cortazar.

Inne tropy:
Trwa ładowanie komentarzy...