Literacka paella.

Czyli niezwykle zajmująco podana, trudna i bolesna historia Hiszpanii. Czyli jak przeżyć swoją egzekucję. Czyli Javier Cercas na tropie.

Javier Cercas – „Żołnierze spod Salaminy”





Pierwsze zdanie: „O egzekucji Rafaela Sancheza Mazasa usłyszałem po raz pierwszy latem 1994 roku, a więc przeszło sześć lat temu.”

Książka Cercasa ukazała się u nas prawie siedem lat temu. Czyli lekka staroć, ale nie aż taka wielka. Zwłaszcza, że nadal bez problemów dostępna jest w sprzedaży. Ba, jakiś czas temu można ją było nawet kupić na tzw. taniej książce, za jakieś tam niewygórowane złocisze. Sam skorzystałem z takiej okazji i Wam również polecam gorąco nabyć tą pozycję, bo gratka to nie lada.

Rzecz dzieje się w Hiszpanii, a punkt wyjścia jest następujący. Cercas, narrator tej książki, dowiaduje się o autentycznym i dość dramatycznym epizodzie z życia niejakiego Rafaela Sancheza Mazasa, pisarza i poety, ale także ideologa faszystowskiej Falangi oraz ministra w rządzie generała Franco. Otóż ów Mazas aresztowany przez republikanów w czasie wojny domowej, przeżył egzekucję przez rozstrzelanie! I to nawet dwukrotnie, bo najpierw nie trafiły go kule plutonu egzekucyjnego, a chwilę potem żołnierz, który go znalazł w lesie, już mierzył do niego z karabinu, ale nie wiedzieć czemu wspaniałomyślnie darował mu życie. Właśnie ta niesamowita historia zafascynowała Cercasa. Co tam zafascynowała, stała się jego obsesją. Pisarz postanowił więc szybko napisać książkę, która przybliży te trudne i niewygodne dla Hiszpanii czasy, będzie ich swego rodzaju rozrachunkiem, a jej motywem przewodnim ustanawia właśnie samego Mazasa i to konkretne zdarzenie.

„Żołnierze spod Salaminy”, to poniekąd książka o tym jak Cercas pisze „Żołnierzy spod Salaminy”. Brzmi dziwnie? To jeszcze nic. Dziwna jest również pełna formuła tej książki. Zapis dziennikarskiego śledztwa, paradokument, trochę reportaż, na pewno literatura faktu, ale także i powieść historyczna i smakowita powieść literacka. Choć sam autor upierał się, że pisał rzecz opartą jedynie na faktach. Terefere. Bujać to my, a nie nas. Przecież to miejscami najprawdziwsza literatura piękna!
Mało tego, Cercas potrafił w to wszystko władować jeszcze samego siebie. Od użalania się nad własnym kryzysem twórczym i niespełnionymi ambicjami prozatorskimi, poprzez wspominanie zmarłego ojca, aż po sprawność i apetyt seksualny swojej partnerki. Dodajmy do tego jeszcze interesujące spotkanie z kultowym (ostatnio bardzo modnym także w Polsce) chilijskim pisarzem Roberto Bolano, który staje się dla Cercasa znaczącym źródłem informacji i ma spory wpływ na dalszy kształt jego książki. No właśnie. Ostatnia, jej trzecia część, trzyma w napięciu jak najlepszy kryminał i ma nawet suspens!



Mimo tego pozornego literackiego bigosu, a raczej literackiej paelli, rzecz jest nietuzinkowa i wprost doskonała. Tej książki się nie czyta, ją się dosłownie połyka. Wielka to umiejętność autora, żeby opowieść, w której tak wiele jest bolesnej historii, ważnych tematów, wielce istotnych, uniwersalnych zagadnień (przecież my też mieliśmy podobne wiraże w swej historii, gdy brat stawał przeciwko bratu), polityki czy społecznego zaangażowania, przedstawić tak, żeby nawet przez moment nie była nudna. U Cercasa wszystko płynnie wartko do przodu. Patos przeplata się z fajnym poczuciem humoru, historyczne fakty mieszają się z dobrymi dialogami, całość jest podana bardzo stosownie i sumiennie, ale z wyraźnym dystansem. No po prostu tylko palce lizać i przerzucać kolejne stroniczki!
Trzeba znać.


Literackie tropy: Mario Vargas Llosa z takim „Świętem Kozła” na przykład.

Inne tropy: Na podstawie tej książki, która notabene w Hiszpanii była bestsellerem, nakręcono także film pod tym samym tytułem. Poniżej piękna scena z niego, która opisana jest również w samej książce, a cały powiązany z nią motyw jest chyba jej największym literackim smaczkiem.
Trwa ładowanie komentarzy...