Miotający się przegrani.

Kolejna powieść o narkomanach. Mocna i dobrze napisana, ale…

Jon McGregor – „Nawet psy”



Pierwsze zdanie: „Drzwi wyważyli, jest koniec grudnia, i wynoszą ciało.”



To ciało z zacytowanego wyżej pierwszego zdania, to Robert. Główny bohater tej powieści. Robert nie żyje. Znalazł go patrol policji w opuszczonym, zrujnowanym i cuchnącym domu. Razem ze stylizowanymi na antyczny chór duchami jego przyjaciół/żałobników towarzyszymy mu - a raczej jego ciału - podczas oględzin, w drodze do kostnicy, podczas sekcji zwłok (szczegółowy, naprawdę srogi opis!), aż po kremację. W między czasie rozpoczyna się rwana, wielowątkowa opowieść o grupie znajomków - narkomanów, alkoholików, bezrobotnych i bezdomnych. Zaczyna się wszystko od ćpuna Danny’ego. To on naprawdę znalazł Roberta, ale przestraszył się i nie powiadamiając policji uciekł „w miasto” szukać reszty – Laury, Heathem, Steve’a i innych. Wszyscy oni są przegrani i wszyscy skończą marnie. Inaczej być nie może.

Książka opisuje życie na krawędzi i wegetację tych ludzi. Ich codzienną „walkę” o 10 funtów czyli kwotę, za którą kupuje się działkę narkotyku, który pozwoli przetrwać kolejny dzień. Czyli tematyczny standard. Bohaterowie, przedstawiciele angielskiego marginesu: męczą się na głodzie, załamują, upadają, wstają, spotykają ich różne dramatyczne zdarzenia, żebrzą, kradną, kombinują, są bici, sami biją, rozrywają gołębie na pół gołymi rękami, piją, ćpają i wreszcie odlatują. Tak, w tych ostatnich momentach jest im naprawdę dobrze. Są szczęśliwi. Ale to tylko króciutkie, ulotne chwile. Poza nimi głównie miotają się w otaczającym ich świecie oraz sami ze sobą. I cierpią.



Jon McGregor to stosunkowo młody, obiecujący brytyjski autor (kilkukrotnie już nominowany do nagrody Bookera), który wydał trzy powieści i zbiór opowiadań. Facet naprawdę dobrze pisze. Bywa zaskakująco, zwłaszcza jak na tak brutalną tematykę, poetycki. Chociaż z drugiej strony potrafi też bić prostymi i surowymi zdaniami na odlew. Nieźle także prowadzi specyficzną dość narrację, choć trzeba przyznać, że nie jest to łatwa książka w odbiorze. Jest bowiem eksperymentalna, pogmatwana, nieco nawet chaotyczna, mało w niej dialogów, zdania często urywają się i nie kończą. Ale jednak żre. Bo jest prawdziwa. Przekonywująca. Mocna. Może się podobać i na pewno wielu z Was podobać się będzie. Ja mam z nią jednak jeden zasadniczy problem. Kilka miesięcy temu przeczytałem „Submarino” Jonasa T. Bengtssona i uważam, iż w temacie „pijacy-narkomani-wykluczeni-życie to piekło”, nie da się napisać nic lepiej i więcej. Duńczyk Bengtsson osiągnął dla mnie szczyt szczytów i zwyczajnie rozkłada Brytyjczyka McGregora na łopatki.

Literackie tropy: „Trainspotting” Irvine Welsh, „Requiem dla snu” Hubert Selby Jr.; “Submarino” Jonas T. Bengtsson

Inne tropy: Top najlepszych filmów o narkotykach:
Trwa ładowanie komentarzy...