O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Jak globalny biznes niszczy przyrodę i zabija ludzi

Reporterski tryptyk prosto z Amazonii

Artur Domosławski – „Śmierć w Amazonii”



Pierwsze zdanie: „Zasadzkę zastawili przy małym moście nad potokiem.”




Artur Domosławski, to nie tylko człowiek od kontrowersyjnej biografii Ryszarda Kapuścińskiego czy dziennikarz roku 2010 r., ale przede wszystkim jeden z najlepszych polskich reporterów (świetne teksty w „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”) i prawdziwy spec od Ameryki Łacińskiej. Autor ciekawego zbioru reportaży z 2004 r. pt. „Gorączka latynoamerykańska” powraca znów w tamte rejony, ale zajmuje się tym razem nieco inną tematyką.
To już nie jest opowieść o czasach rewolucji komunistycznych, dyktatur wojskowych, zamachów stanu i nieśmiertelnego wydawałoby się podziału na lewicę i prawicę, tylko realia walki ekologów i biednych ludzi z prowincji, z krwiożerczym i bezwzględnego biznesem działającym ramię w ramię z przekupnymi politykami i władzą. To historia o tym, jak wielkie interesy i jeszcze większe pieniądze, wielkich koncernów, nie liczą się kompletnie z nikim - począwszy od natury, a skończywszy na ludziach.

Nowa książka Domosławskiego dzieli się na trzy części i zajmuje się trzema konkretnymi sprawami, przedstawionymi w trzech różnych krajach, które łączy ten sam problem. W pierwszej z nich autor zabiera nas do Brazylii. Zaczyna się wszystko mocno sensacyjnie, bo od zabójstwa pary ekologów sprzeciwiających się i nagłaśniających sprawę wycinki drzew w Puszczy Amazońskiej. I choć dalej wciąż przewijały się będą zastraszenia, groźby, próby zabójstw i kolejne ofiary, to wbrew temu co sugerowały zapowiedzi i okładka książki, to nie jest thriller i nie czyta się tej pozycji jak thriller.
„Śmierć w Amazonii” jest reportażem. Jakby to powiedział mistrz Pilch – reportażem w sensie ścisłym. Ani sensacyjnym, ani tak modnym teraz podróżniczym, żadnym skręcającym mocno w literaturę piękną i będący powieścią, tudzież jeszcze jakimś innym, dajmy na to olśniewającym nie samym sednem, a atrakcyjną otoczką. Dla mnie książka Domosławskiego, to taki reportaż z krwi i kości. Wzorcowo napisana rzecz, przedstawiająca zdarzenia i towarzyszące im okoliczności. Reportaż, w którym na pierwszym miejscu jest problem i jego bohaterowie, a nie jakiś tam anturaż.

„- Amazonię niszczą trzy sektory wielkiego biznesu, mające wspólne interesy – objaśnia Scarpari – Przemysł drzewny, hutnictwo i hodowla bydła. Przemysł drzewny potrzebuje surowca do produkcji mebli, podłóg, pokładów i wielu innych rzeczy. Hutnictwo zgłasza zapotrzebowanie na węgiel drzewny (...) Działalność obu biznesów sprzyja hodowcom, którzy na wielkich terenach ogołoconych z drzew sieją trawę i zmieniają je w pastwiska dla bydła. Wycinanie lasów leży w interesie wszystkich.” A skoro wycinanie lasów leży w interesie wszystkich i mało kto przejmuj się faktem, że przy takim tempie wycinki w 2040 r. region puszczy brazylijskiej zacznie zmieniać się w sawannę, to nikt też nie będzie patyczkował się z jakąś parą ekologów. Nie reagowali na groźby? Nie przestali walczyć o swoje prawa choć byli prześladowani? Trudno. Musieli zginąć. Złapano co prawda i skazano osoby pociągające za spust ale człowiek, który zlecił to zabójstwo został uniewinniony, a sędzia w uzasadnieniu wyroku użył sformułowania: „zachowanie ofiar przyczyniło się do popełnienia zbrodni...” Czyli sami byli sobie winni. Przypominam, że mówimy tu o historii, która miała miejsce w demokratycznej Brazylii! Zgroza.



Nie inaczej jest w Peru. Drugi reportaż dotyczy ogromnej firmy Yanacocha-Newmont, która wydobywa w tamtejszych górach złoto. Ponieważ potrzeba do tego dużej ilości wody, koncern doprowadził do zniknięcia wielu górskich lagun i jezior, a te źródła które pozostały, zanieczyścił. W efekcie ludzie mają tam wodę w kranach przez dwie godziny w ciągu dnia i to fatalnej jakości. Tymi, którzy walczą o wodę i ziemię (bo koncern wciąż poszerza tereny wydobywcze) oraz sprzeciwiają się niszczeniu środowiska, zajmuje się wynajmowana przez Yanacocha-Newmont, agencja ochroniarska. Tu Domosławski pisze o „polowaniu” na pewnego księdza, który broni praw miejscowych. Metody takie same jak w Brazylii – utrudnianie życia, zastraszanie, nękanie i w końcu zabójstwa.
Do tego jeszcze cała tamtejsza gospodarka przestawiła się na obsługę górniczego potentata. „Sytuacja ta zawiera paradoks: wejście koncernu zniszczyło wiele wiosek, wspólnot, tradycyjnych zawodów, lokalnych struktur w gospodarce i życiu społecznym, ale jego wycofanie się nie będzie dobrodziejstwem. Zwrotnice życia przestawiono, pozostanie pustka. A do tego zabraknie wody.” Dramat.

„Dymiąca selwa, tęczowa rzeka” czyli trzecia opowieść Domosławskiego, dotyczy Ekwadoru i amerykańskiego giganta z branży paliwowej – Texaco. Firma ta wydobywając przez lata ropę naftową jak najtańszym kosztem i mając za nic jakiekolwiek normy ochrony środowiska doprowadziła do jego skażenia i degradacji (wystarczy wbić w tamtą ziemię łopatę, żeby się o tym przekonać). Nie mówiąc już o tym ilu ucierpiało przy tym miejscowych, którzy zaczęli masowo umierać na nowotwory i cierpieć na inne poważne schorzenia. Pracownicy Texaco wmawiali im na przykład, że kąpiel w wodach do których wyciekła nafta, jest dobra dla zdrowia i pomaga np. na reumatyzm. W tej historii głównym bohaterem jest pewien robotnik rolny, który dzięki swojemu uporowi zostaje prawnikiem i reprezentuje ekwadorskich wieśniaków w procesie z koncernem z Texasu. To również jedyny reportaż, która kończy się zwycięstwem biednych i pokrzywdzonych, oni wygrali tę sprawę – zasądzono 18 mld dolarów odszkodowania.

„Śmierć w Amazonii” - poza tym, że dobrze się ją czyta, jest świetnie skonstruowana oraz nienaganna warsztatowo - uświadamia czytelnikowi kilka istotnych rzeczy. I nie chodzi tu wyłącznie o to, że pieniądz rządzi światem, politycy są skorumpowani, a wielkie koncerny czują się bezkarne. Mówi o tym także, jak naprawdę ważna powinna być dla wszystkich globalnie, ochrona środowiska. I że ekolodzy, to niekoniecznie grupa oszołomów, którzy lubią przypinać się do drzew. Są tam takie kapitalne dwa zdania na ten temat: „Trzeba silnej wiary w ideał życia zgodnego z otaczającą naturą, żeby oprzeć się pokusie. Splunąć na forsę – największy heroizm naszego czasu.”
Reportaże te dowodzą również kwestii, z której nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy - że zbrodnie popełniane daleko, gdzieś tam w amazońskiej puszczy, są w pewnym stopniu wynikiem naszego konsumenckiego apetytu. Drzewa z Brazylii kończą przecież jako drogie meble czy podłogi, tamtejszą stal wykorzystuje się do produkcji samochodów, mięso z amazońskiego bydła też trafia do Europy itd. Zresztą autor wymienia w treści długą listę bardzo znanych światowych marek, które korzystają z produktów pochodzących z Ameryki Południowej. Kupujemy tu którąś z tych rzeczy, nawet nie przypuszczając, że być może tam ktoś przez nią stracił życie. I choć nie za wiele możemy z tym zrobić, to sądzę, że rzeczywiście powinniśmy mieć tego świadomość.


Literackie tropy: jak ktoś nie czytał to do nadrobienia „Gorączka latynoamerykańska” tegoż samego autora, ale też np. „Marzenie celta” M.V. Llosy

Inne tropy: dla chcących zgłębić wiedzę o książce i autorze




Aktualnie czytam:
Trwa ładowanie komentarzy...