O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Czeska wiwisekcja

… czyli gorzka opowieść o rodzinie

Petra Soukupová – „Pod śniegiem”



Wydawnictwo Afera, przełożyła Julia Różewicz, 405 str.
Pierwsze zdanie: „Siedzimy w kuchni, okna pootwierane, mimo moskitier w środku fruwa kilka much, drzwi na oścież, jak przez całe lato, pamiętam, że chyba było słońce i upał, ale z takimi szczegółami we wspomnieniach różnie bywa, więc pewna nie jestem”.


Oglądałem w miniony weekend film „Zjednoczone stany miłości”. Jest w nim taka scena, w której rozmawiają ze sobą dwie siostry (postaci grane przez Magdalenę Cielecką i Martę Nieradkiewicz). „Jesteś szczęśliwa?” – pyta młodsza. „Tak” – odpowiada starsza. „Ja też” – potwierdza pytająca i dodaje jeszcze „To bardzo przyzwoicie z naszej strony”. Scena szczególnie wymowna, bo obie bohaterki są tak naprawdę piekielnie nieszczęśliwe. Wolą się jednak do tego nie przyznawać. Żeby było przyzwoicie… Podobnie jak trzy główne postaci książki „Pod śniegiem” Petry Soukupovej.

Siostry – Blanka, Olga i Kristýna – ruszają, samochodem tej pierwszej, w kilkugodzinną podróż do domu rodzinnego, na urodziny swojego taty. Zabierają ze sobą również czworo dzieci i psa. Olga jest klasyczną businesswoman, skupioną na pracy, samotnie wychowującą (czyt. rozpieszczającą) pięcioletniego synka. Blanka ma trójkę pociech – dwie nastoletnie dziewczynki i malutkiego Filipka. To z kolei typowa kura domowa, bezgranicznie poświęcająca się dzieciom oraz mężowi, którego podejrzewa o zdradę. Najmłodsza, Kristýna – oczko w głowie jubilata – żyje sobie miło i beztrosko, choć jest akurat nieszczęśliwie zakochana w żonatym facecie. Szybko okazuje się, że siostry nie przepadają za sobą, a atmosfera w samochodzie gęstnieje z każdym pokonanym kilometrem.


Początkowo kobiety subtelnie sobie dogryzają, później serwują coraz mocniejsze złośliwości, by z czasem kłócić się już na całego, dosłownie o wszystko. Przede wszystkim jednak dzieli je sposób na życie – każda ma inny i każda uważa swój wybór za najlepszy. Zaczynają padać różnego rodzaju oskarżenia, pretensje, mniejsze lub większe żale. Okazuje się też, że każda od dawna pielęgnuje w sobie jakieś urazy. Do tego jeszcze, po dotarciu na miejsce, wszystkie przekonują się, że dom rodzinny – który starały się widzieć jako ostoję, rodzaj azylu – nie jest już tym, czym by chciały. To, że ich rodzina, jak im się wydaje, nadal jest udana czy choćby przyzwoita, to niestety tylko pozory…



Już w swojej pierwszej wydanej w Polsce książce pt. „Zniknąć” Soukupová udowodniła, że potrafi fantastycznie pisać o skomplikowanych relacjach rodzinnych i idealnie oddawać „uroki” autentycznego życia. Tego pełnego codziennych absurdów, z wszystkimi ciosami, które co jakiś czas rzeczywistość zadaje; bądź tylko ze złudnymi, nieprzyjemnymi drobiazgami, które siedzą w człowieku niczym drzazga pod skórą. „Pod śniegiem” nie tylko te pisarskie umiejętności ugruntowuje, lecz także podnosi je na wyższy poziom.

Autorka ponownie, używając chłodnego i oszczędnego stylu, z godnymi podziwu dystansem oraz precyzją, dokonuje wnikliwej analizy osobowości oraz wzajemnych relacji, sióstr i matki Marie – jej zwierzenia zwłaszcza, oznaczone w tekście kursywą, są szczególnie smutne, dojmujące. Ta swoista wiwisekcja omija jedynie męską część rodu, a więc ojca i Libora, męża Blanki. Faceci w ogóle są w książce Soukupovej na dalekim drugim planie. Co nie oznacza, że jest to powieść feministyczna. O nie.

To po prostu naturalna, do bólu szczera i poruszająca historia o życiu. Nie tylko o tym, jakie ono istotnie jest, lecz także ukazująca, jak można samemu je skomplikować i nim się rozczarować. To opowieść o życiu przedstawionym bez żadnych skrupułów i bez mydlenia oczu; ale też rzecz o kruchych relacjach, łączących najbliższych sobie ludzi, i o ich samotności. A tytułowy śnieg jest tu niezwykle celną metaforą – z wierzchu bielutki, niewinny, puszysty, pod sobą skrywa wyłącznie chłód i bród. Cholernie dobra powieść.

PS
I jeszcze jedno – książka ma dużo lepszą od czeskiego oryginału, wspaniale zaprojektowaną i przede wszystkim oddająca ducha całej tej historii, okładkę.

Aktualnie czytam:
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...