O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

4 powieści kryminalne

... dwie jeszcze z 2017 r. i dwie tegoroczne

Jorge Fernandez Diaz – Sztylet



Wydawnictwo Bukowy Las, przełożyli Joanna Ostrowska i Grzegorz Ostrowski, 486 str.

Pierwsze zdanie: Położyła kilka stron gazety na desce do krojenia i przystąpiła do operacji: podniosła ofiarę za ogon i zaczęła skrobać łuski najmniejszym nożem.

Ta okropna okładka skrywa całkiem niezłą powieść kryminalną. Mało znana współczesna Argentyna. Kraj pełen uwikłanych w brudne interesy, żądnych władzy i pieniędzy polityków, skorumpowanych policjantów, brutalnych oraz bezwzględnych przestępców. Diaz, znany dziennikarz śledczy i komentator polityczny, precyzyjnie przybliża zasady funkcjonowania tamtejszego narkobiznesu, który okazuje się być silnie związany ze służbami specjalnymi. Głównym bohaterem Sztyletu jest zatem jeden z najlepszych agentów, weteran wojny o Falklandy-Malwiny, zwany Stokrociem.


Byłem wtedy postrachem poborowych piechoty. „Po stokroć skurwysynu”, mówił do mnie starszy sierżant podczas codziennych porannych ćwiczeń. To była pochwała. I tak zostałem Stokrociem.

Stokroć – ironiczny twardziel, specjalista od spraw beznadziejnych, brutalna maszyna do walki i zabijania, a jednocześnie mężczyzna przeraźliwie samotny, będzie miał za zadanie chronić hiszpańską prawniczkę, która w Buenos Aires rozkręca pewien biznes. Tak to się wszystko zaczyna, a następnie akcja - raz płynniej, momentami wolniej (liczne retrospekcje dotyczące bojowej przeszłości Stokrocia), a czasami dość skomplikowanie (mnóstwo wątków, postaci itd.) – sunie powoli, acz konsekwentnie do przodu.

Sztylet ucieszy więc raczej bardziej wyrobionego i cierpliwego czytelnika, który doceni fabułę mocno rozbudowaną nie tylko o kwestie społeczno-polityczne, ale także o niebanalny wątek miłosny z klasyczną femme fatale w roli głównej. Ci z kolei, którzy stawiają przede wszystkim na lekką lekturę, szybkie tempo i pędzącą akcję - mogą się zmęczyć. Mnie się podobało.



Don Winslow – Skorumpowani



Wydawnictwo Harper Collins, przełożyła Alina Patkowska, 589 str.

Pierwsze zdanie: Denny Malone był ostatnim człowiekiem na świecie, o którym ktokolwiek mógłby sądzić, że skończy w Metropolitan Correctional Center, federalnym więzieniu przy Park Row.

Na portalu Dzika Banda przeczytałem, że Skorumpowani to najlepszy kryminał ubiegłego roku, a jednocześnie książka, która została totalnie niezauważona przez krytyków i recenzentów. Ta opinia oraz fakt, iż to kolejne dzieło autora kapitalnych Z psich pazurów, sprawiła, że miałem wobec tej powieści niemałe oczekiwania.

W zasadzie jest to książka podobna nieco do omawianego wyżej Sztyletu. Tam mieliśmy sportretowane brudne i mroczne Buenos Aires tu Nowy Jork, który nie wiadomo czy nie wypada jeszcze gorzej. To bardzo niebezpieczne miasto, w którym nieustannie pospolite przestępstwa przeplatają się z brutalnymi morderstwami, walką gangów oraz handlem narkotykami i bronią. Jednak najstraszniejszą chorobą, od której gnije od środka Wielkie Jabłko jest wszechobecna korupcja dotykająca absolutnie wszystkich szczebli władzy. Począwszy od policjantów i agentów, poprzez prokuratorów i sędziów, a na zarządzających tym miastem skończywszy.

Umoczony w brudne sprawy będzie również główny bohater powieści – Danny Malone, doświadczony policjant, szef elitarnej jednostki Task Force zwany królem północnego Manhattanu. Wytatuowany koleś ze specyficznym poczuciem humoru, który słynie nie tylko ze swej skuteczności jako stróż prawa, ale także choćby z encyklopedycznej znajomości tekstów hiphopowych. Ulubiony raper? Nas. Ów Malone stanie przed dylematem czy brnąć dalej w kłamstwa i kolejne machlojki czy też wreszcie zrobić coś uczciwego.

Winslow po mistrzowsku oddaje specyfikę wzajemnych zależności, szantaży, układów i układzików, ludzkiej chciwości i małości, która jak się okazuje nie zna granic. Uwiarygadnia też fikcyjne przecież wydarzenia, wyraźnie osadzając je w towarzystwie twardych faktów i serwując choćby tego typu ciekawe tezy, jak ta, że zamach z 11 września uratował tamtejszą mafię. Jest to również powieść, w której mocno rozwinięty został wątek nieustającego w Ameryce problemu jakim jest rasizm. Znów mamy więc solidne tło społeczno-polityczne, tyle tylko, że Winslow kompletnie inaczej niż Diaz prowadzi narrację. U Amerykanina akcja od samego początku nie zwalnia tempa, a kolejne wydarzenia opisywane są prostym językiem, opartym bardzo często na żywych, naturalnych dialogach.

Skorumpowanych czyta się fantastycznie, z niesłabnącą uwagą od samego początku, jednak nie do samego końca. Niestety, rozczarowujący finał skutecznie przekreśla dla mnie szanse na nazwanie tej książki najlepszą powieścią kryminalną 2017 r. Raz, że jest on mało prawdopodobny, a dwa, Winslow zaserwował w nim tak potężną dawkę patosu, że można by nią obdzielić trzy książki i jeden film. Ten ostatni, nakręcony na podstawie książki, wiadomo już, że powstanie – w rolę Malone'a wcieli się spec od tego typu ról (np. Infiltracja) Leonardo Di Caprio.


Dennis Lehane – Pokochać noc



Wydawnictwo Prószyński i S-ka, przełożyła Maciejka Mazan, 469 str.

Pierwsze zdanie: W pewien majowy wtorek trzydziestosiedmioletnia Rachel strzeliła do swojego męża.

Pokochać noc to nieco inna powieść od tych, do których zdążył nas już przyzwyczaić Dennis Lehane. Autor świetnego cyklu z Partickiem Kenziem i Angelą Gennaro, Rzeki Tajemnic czy Wyspy skazańców, nie tylko po raz pierwszy napisał książkę, w której głównym bohaterem jest kobieta, ale przerzucił też trochę ciężar gatunkowy z kryminału i thrillera w stronę powieści obyczjowo-psychologicznej. Taki charakter ma przynajmniej początkowa część jego nowego dzieła. To historia Rachel Childs, która kolejno próbuje odnaleźć swojego ojca, wychodzi za mąż, zostaje dziennikarką, kręcąc reportaż na Haiti doznaje załamania nerwowego, rozwodzi się, długo przeżywa traumę izolując się od ludzi i świata zewnętrznego, aż wiąże się z Brianem Delacroix, spadkobiercą fortuny pracującym w przemyśle drzewnym.

Do tego momentu Lehane skupia się na postaci Rachel (od małej dziewczynki po dojrzałą kobietę), aby zbudować jej dokładny portret psychologiczny. Przekonywająco prezentuje jej nieszablonową osobowość. Pełną obaw, lęków i swego rodzaju niezrównoważenia. Z jednej strony jest to nawet ciekawe i należy docenić dobrze wykonaną robotę pisarza w tej materii, z drugiej czytamy sobie te kolejne strony myśląc – przecież to Lehane, czemu wciąż praktycznie nic się tu nie dzieje?

Po bardzo wolno rozkręcającym się i długim początku autor postanawia jednak nagle mocno przyspieszyć z fabułą i zaprezentować jej thrillerowo-kryminalną odsłonę. Po wspomnianym związaniu się bohaterki z Brianem Delacroix akcja rusza więc z kopyta i pędzi do samego finału prezentując wciągającą intrygę oraz serwując po drodze kilka zaskakujących, choć trzeba też podkreślić, mało prawdopodobnych twistów. Trafiały mi się już popierdolone sprawy – proszę wybaczyć to wyrażenie – ale ta jest w ścisłej czołówce – mówi nawet w pewnym momencie policjant do głównej bohaterki.

Reasumując, nie jest to książka, którą można postawić obok najlepszych dokonań tego autora. Co nie zmienia faktu, że Lehane to Lehane - on poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Osobiście cenię go m.in. za tak kapitalnie napisane sceny jak ta w windzie, w której Rachel jedzie w towarzystwie policjanta, który chce ją przesłuchać i zabójcy, który z kolei zamierza wyciągnąć od niej pewną wiadomość i ją zabić. Albo za teksty tego typu:

Jakiś facet w porsche minął ją z lewej strony z głośnym wizgiem i wyprysnął tuż przed nią. Jeszcze nigdy bardziej nie ucieszył jej widok faceta z kompleksem małego penisa w samochodzie dla małych penisów, zachowującego się jak mały penis.


Wojciech Chmielarz – Cienie



Wydawnictwo Marginesy, 478 str.

Pierwsze zdanie: Jeszcze ich nie zabraliście? – zapytał Mortka.

Cienie to kolejna, piąta już część cyklu z komisarzem Mortką, bezpośrednio odnosząca się do swojej poprzedniczki czyli Osiedla marzeń. Zasadniczo mamy w niej dwie główne intrygi kryminalne. Pierwsza dotyczy zabójstwa dwóch kobiet, córki i konkubiny znanego gangstera, gdzie głównym podejrzanym jest znany z poprzednich części cyklu... podkomisarz Kochan (tak, ten, który bił swoją żonę). Obie kobiety zastrzelono z jego broni. I tę sprawą ma się zająć bezpośrednio Mortka. Z kolei w drugim wątku pierwsze skrzypce gra aspirantka Sucha, próbująca nieoficjalnie rozpracować grupę mężczyzn, którzy na nagraniu z ukrytej kamery gwałcą młodego chłopaka. Dodam, że ten ostatni powiesił się, a gwałciciele to znani politycy.

Obie sprawy wzajemnie się przenikają i stanowią solidny trzon fabuły, ale nie są jedynymi wątkami występującymi w Cieniach. Tych mniejszych i większych, jak choćby niewyjaśnione dawne zabójstwo szefów warszawskiej mafii, jest tu jeszcze kilka. A wszystkie zajmujące i co najważniejsze, precyzyjnie i wiarygodnie ze sobą powiązane. Chmielarz, który przy poprzednich książkach dał się poznać jako nieustannie rozwijający swe umiejętności spec od tworzenia dopracowanych fabuł, w tej powieści wspiął się na wyżyny swojego talentu. Wszystko gra tu od pierwszej do ostatniej strony i peany na cześć autora, które przetoczyły się bezpośrednio po premierze Cieni (i chyba nadal trwają), drukowane zarówno przez media tradycyjne, jak i internet, są nieprzesadzone oraz jak najbardziej zasłużone.

Wspomniana precyzyjna fabuła to jedno, ale weźmy pod uwagę również przywoływane do znudzenia na moim blogu oddanie tła społeczno-politycznego. Mamy tu przecież gros tematów osadzonych w polskich realiach i niebanalnych spostrzeżeń: nowelizację ustawy o gospodarce odpadami, problem przemocy w rodzinie, gwałty, zdradę, szantaż, powiązania policyjno-gangsterskiem, uwikłanych w nieczyste działania lobbystów i polityków. Do tego dodajmy świetnie sportretowanych i zwłaszcza psychologicznie twardo „umocowanych”, głównych bohaterów. Sam Jakub Mortka, wiadomo, ale jest przecież jeszcze Kochan, stary gangster Borzestowski, lobbysta Łazarowicz, któremu zdarzają się np. takie przemyślenia:

Już sama świadomość, że gdzieś tam w Warszawie jest ktoś, kto po otrzymaniu od niego jednego esemesa był gotów pozbawić drugą osobę życia, sprawiała, że odczuwał wyraźną przyjemność, niemalże seksualną, intensywną i oszałamiającą.

A aspirantka Sucha?! Postać tak interesująca i wyrazista, że spokojnie mogłaby być główną bohaterką zupełnie odrębnego cyklu. Poza tym jest akcja, umiejętnie budowane napięcie, fajne pojedyncze sceny, dobre dialogi czy nieskomplikowany, potoczysty język, który sprawa, że od książki ciężko się oderwać. I jeszcze jedno - naprawdę zaskakujący finał. Przy poprzedniej książce tego autora miałem co do samego zakończenia swoje zastrzeżenia, tu nie mam żadnych. Klasa!

Aktualnie czytam:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...