O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

4 x opowiadania cz. 1

... czyli o mniej lub bardziej udanych krótkich formach literackich

Zanim jednak same mini-recenzje, najpierw chciałby zaprosić tych wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają, do odwiedzania również mojego profilu na Facebooku (facebook.com/mikolaj.marszycki), gdzie co prawda pisuję o książkach jedynie krótkie formy, ale za to robię to zdecydowanie częściej.


Olga Tokarczuk – Opowiadania bizarne



Wydawnictwo Literackie, 250 str.

Pierwsze zdanie: Pewien człowiek, który siedział obok mnie podczas długiego nocnego lotu przez ocean, opowiedział mi o lękach, które miewał nocą jako dziecko.

Pewnie narażę się wielu fankom i fanom Olgi Tokarczuk, ale uważam ten zbiór za słaby. Po pierwsze, biorąc pod uwagę tytuł i cały koncept, spodziewałem się, także zgodnie z opisem okładkowym, tekstów „nieprzewidywalnych, dziwnych, pięknych i budzących grozę”. Takowych tu jednak nie znalazłem. Inaczej. Są tu opowiadania, które mogą być, są, i pewnie będą tak odbierane przez innych czytelników, ale na mnie one nie robią żadnego wrażenia. Dużo bardziej wolę choćby opowiadania Vladimira Balli – ten to dopiero potrafi zadziwić!
Po drugie, nie przemawiają do mnie zupełnie pojawiające się w tym zbiorze teksty futurystyczne. Nie kupuję ich. Po trzecie, przy braku porywających czy choćby interesujących fabuł w ciekawym klimacie, mamy tu także słabe puenty. Te teksty w większości kończą się ot tak. Po czwarte, dwa, góra trzy opowiadania, które mi się podobały (wśród nich na pewno najlepsze są Zielone dzieci), na dziesięć wypełniających ten zbiór to zdecydowanie za mało. A że są to teksty sprawnie warsztatowo napisane? Wydaje mi się, że po pisarce tej klasy należy oczekiwać czegoś więcej. Spore rozczarowanie.


David Szalay – Czym jest człowiek



Wydawnictwo WAB, przełożył Jędrzej Polak, 462 str.

Pierwsze zdanie:Berlin Hauptbahnhof.

Przyzwoity zbiór opowiadań, który ma jedną, za to zasadniczą wadę - jest nierówny. Teksty naprawdę dobre, a nawet bardzo dobre - jak choćby story o młodym chłopaku, który na samotnych wczasach, zadziwiając samego siebie, zbliża się do nowo poznanej otyłej dziewczyny i jej matki czy też dziennikarzu, który niszczy znajomego polityka - przeplatają się z kilkoma banalnymi lub zwyczajnie słabymi (jak np. tekst o milionerze tracącym swój majątek). Na szczęście większość jest tych lepszych.
Bohaterami wszystkich dziewięciu opowiadań są mężczyźni, każdy starszy od kolejnego (zaczynamy od nastolatka by skończyć na leciwym panu, notabene dziadku tego chłopca z pierwszego opowiadania), których obserwujemy w różnych momentach życia. Koncepcja zakłada pokazanie cyklu życia mężczyzny. Udaje się to Szalayowi średnio. Całość wychodzi bowiem dość schematyczna i przewidywalna. Zdecydowanie lepiej odbiera się te opowiadania jako osobne teksty. W dużym skrócie wynika z nich, że współcześni mężczyźni zmagają się przede wszystkim z samotnością, są egoistami i choć nieustannie walczą z różnymi przeciwnościami losu, ich życie jest raczej puste. Do refleksji.



Joanna Clark – Królowa Barbara i inne opowiadania



Wydawnictwo Norbertinum, 137 str.

Pierwsze zdanie: W nowym sąsiedzie rozpoznałam Polaka po tym, że gwizdał O mój rozmarynie…

To moje pierwsze zetknięcie się z twórczością Joanny Clark (autorka od dawna mieszka w Stanach Zjednoczonych, a publikuje w języku polskim) i muszę od razu przyznać, że pozytywne. Ten cieniutki zbiór zawiera raptem pięć opowiadań. Tytułowe, oparte na świetnym pomyśle - narratorka opisuje polskiego emigranta opiekującego się kalekim kochankiem swojej zmarłej żony – jest na pewno ciekawe, ale też nieco rozczarowujące, bo jego niewątpliwy potencjał nie został w pełni wykorzystany. Czego nie można powiedzieć o kolejnym pt. Wyspa Marty. W nim to lekarz trafia w szpitalu na zwłoki kobiety, z którą łączyła go kiedyś wielka miłość. Będzie musiał zmierzyć się nie tylko ze wspomnieniami i depresją, ale i z córką byłej ukochanej. W opowiadanie to wpleciony został także interesujący epizod dotyczący pisarza Williama Styrona.
Najlepsze są natomiast dwa ostatnie teksty, w których Clark czerpie bezpośrednio ze swoich doświadczeń. W Roku miłosierdzia leciwa już emigrantka przebywająca w Warszawie wspomina ze swoją koleżanką czasy dzieciństwa. A w oznaczonym jako autobiograficznym tekście pt. Wieś Kotowskie, autorka wraca do lat powojennych, które spędziła z matką nauczycielką w małej wsi na pograniczu Ziem Odzyskanych. Brzmi to może mało porywająco, ale czyta się bardzo fajnie.
Clark, choć nie jest jakąś wybitną stylistką, całkiem dobrze pisze – jest zwłaszcza czujną obserwatorką i portrecistką. Potrafi wykreować interesujący klimat. Wszystkie teksty, również te fikcyjne, są bliskie życia – znaleźć w nich można fragmenty nostalgiczne, wzruszające, jak i zabawne. Udany zbiór.


Fleur Jaeggy – Jestem bratem NN



Noir Sur Blanc, przełożyła Monika Woźniak, 107 str.

Pierwsze zdanie: Jestem bratem NN.

Napiszę od razu, że tym zbiorem opowiadań szwajcarskiej pisarki jestem zwyczajnie zachwycony. Choć dodam również, iż przyswajanie treści i idących za nimi emocji, tych raptem 20 króciutkich miniatur, nie było łatwym kawałkiem chleba. Ale tak to już często jest z literaturą najwyższych lotów – bywa wymagająca. Dodatkowo moc tych opowiadań jest doprawdy porażająca. Podczas lektury odczuwa się jednocześnie wspomniany już zachwyt, ale także spory dyskomfort. Są to bowiem bardzo mocno skondensowane opowieści, w których na pierwszym miejscu mamy człowieka i jego ciemną stronę życia. A więc historie dotyczące samotności, odrębności, przemijania, depresji, obłędu i śmierci. Takie, w których znajdziemy sporą dawkę melancholii, lodowatego chłodu, bólu, cierpienia, krzywd i zła. Lekko więc nie jest.
Co jednak nie zmienia faktu, iż książka jest kapitalna. Także z powodu w jaki sposób została napisana. Króciutkie, kilkustronicowe teksty wypełniają równie krótkie, proste zdania będące klasą samą w sobie jeśli chodzi o stojące za nimi treść i moc. To taka celna, niesztampowa lapidarność, połączona często z poetyckością (udane porównania i metafory) i energią małej trąby powietrznej. Lektura dosłownie wciąga i poniewiera. Niesamowita, piękna książka.

A na koniec mała próbka stylu Jaeggy:

W domu panuje spokój, który wydaje się narzucony przemocą. Okiennice są zamknięte niczym powieki. „Nie chcę, żebyście brali sobie do serca moje życie” - powiedziała pięcioletnia Franzi. Rodzice, niemiecki pastor i jego żona, właśnie wyszli z pokoju, ścigani słowami dziewczynki. Usiedli przed kominkiem, z nadzieją, że ogień spali to, co usłyszeli.

W przyszłym tygodniu cz. 2, a w niej o następujących książkach:




Obecnie czytam:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...