O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

10 książek I półrocza 2018 r.

... które zrobiły na mnie największe wrażenie

Minęło I półrocze więc czas na małe podsumowanie. Do 30 czerwca przeczytałem równo 63 książki. Spośród nich wybrałem 10, które zrobiły na mnie największe wrażenie – bez żadnego podziału na gatunki itd.

Oto one (kolejność alfabetyczna):

Julian Barnes – Jedyna historia



Wydawnictwo Świat Książki, przełożyła Dominika Lewandowska-Rodak, 286 str.

Pierwsze zdanie: Wolelibyście kochać bardziej i bardziej cierpieć czy mniej kochać i mniej cierpieć?

Piękna i świetnie napisana historia miłosna, która nawet przez moment nie ociera się o banał. Chociaż na wieść, że Barnes opisuje związek młodego chłopaka z dużo starszą kobietą, pomyślicie pewnie – sztampa. Nic bardziej mylnego. Portretowana para tworzy relacje trudne i skomplikowane, interesujące nie tylko ze względu na fakt złamania wielu norm obowiązujących w latach 60. w podlondyńskim miasteczku. To także ciekawy zapis dojrzewania i otwierania się na seks (on) oraz przekonywujący obraz zagubienia w życiu, o którym nie ma się większego pojęcia oraz pogrążania się w nałogu (ona). A w tle mamy jeszcze celnie ukazane brytyjskie mieszczaństwo, skostniałe i konserwatywne mimo panującej przecież rewolucji seksualnej. Wciągająca, prawdziwa i poruszająca historia. Jedyny minus należy się za fatalną, kiczowatą okładkę.



Sorj Chalandon – Zawód ojca



Wydawnictwo Sonia Draga, przełożyła Joanna Kluza, 295 str.

Pierwsze zdanie: Byliśmy tylko we dwoje, matka i ja.

Chalandon, po powieściach z ważkimi historycznymi wydarzeniami w tle, jak wojna domowa w Libanie (Czwarta ściana) czy działalność IRA w Irlandii Północnej (Powrót do Killybegs), przedstawia kameralny dramat inspirowany własnym życiem. Nie jest to jednak książka do końca wolna od podtekstów historyczno-politycznych – przewija się w niej bowiem motyw utrzymania Algierii w rękach Francuzów, tamtejsza organizacja terrorystyczna OAS i postać generała de Gaulle'a. Jednak trzonem Zawodu ojca jest przede wszystkim to co przydarza się w dysfunkcyjnym rodzinnym trójkącie: mityczny, opętany i gwałtowny ojciec, próbujący sprostać jego wymaganiom, zabiegający o zainteresowanie nastoletni syn oraz bezwolna, apatyczna matka. To smutna, bolesna, mocna, a momentami nawet szokująca opowieść, jednak co najważniejsze - bardzo autentyczna. Tradycyjnie napisana oszczędnym, skondensowanym językiem, w którym brak jest jakichkolwiek ozdobników i innych zabiegów stylistycznych. Rzecz niebywale skuteczna w swej prostocie.


Carlo Emilio Gadda – Niezły pasztet na via Merulana



Państwowy Instytut Wydawniczy, przełożyła Anna Wasilewska, 386 str.

Pierwsze zdanie: Teraz już wszyscy mówili na niego don Ciccio.

Tak sobie nadal myślę, że ciężko będzie przeczytać w tym roku coś lepszego. Jest to bowiem absolutnie fenomenalna, szalona powieść kryminalno-filozoficzna. Rzecz napisana w 1957 r., a dopiero teraz po raz pierwszy wydana w Polsce. Trochę to nie dziwi biorąc pod uwagę fakt, iż jest to książka erudycyjna, pełna dygresji, mocno poplątana, a przede wszystkim napisana oryginalnym językiem, przy pomocy specyficznego dialektu i licznych neologizmów (ukłony i szczery podziw dla tłumaczki Anny Wasilewskiej). Tym samym mamy do czynienia z powieścią bardzo wymagającą, na której można się koncertowo wyłożyć. Niżej podpisany za to był i jest tym pasztetem zachwycony. Zaczyna się wszystko od skradzionych klejnotów i morderstwa, dalej mamy nieco chaotyczne śledztwo, wspaniale opisany Rzym, sporo tragikomedii i zabaw językowo-gatunkowych. Literatura z najwyższej półki.



Gauz – Stanie płatne



Wydawnictwo Claroscuro, przełożyła Gabriela Hałat, 189 str.

Pierwsze zdanie: Długa kolejka czarnoskórych mężczyzn, którzy wchodzą po wąskich schodach, przypomina niekonwencjonalny sznur himalaistów podczas ataku na budzący postrach szczyt K2.

Reportaż? Fikcja? Satyra polityczna? Co by to nie było, Stanie płatne to książka błyskotliwa, zabawna, piekielnie inteligentna, dosadna i bezkompromisowa. Rozpięta między latami 60. XX w. a 11 września 2001 r. opisuje imigrantów z Afryki, którzy w Paryżu pracują przeważnie jako sklepowi ochroniarze. Autor z Wybrzeża Kości Słoniowej, zaskakuje w niej niesamowicie wnikliwymi obserwacjami oraz oryginalną formą (sporą część tekstu stanowi słownik używanych przez bohaterów zwrotów i określeń typu Wirtuozi wiskozy, Teoria PSG czy Hugenocka Wenus oraz ich dowcipnych definicji). Gauz nie ma litości dla nikogo i niczego, a zwłaszcza dla konsumpcyjnego, zachodniego stylu życia. Brawurowo jedzie po bandzie od początku do samego końca, zajmując się m.in. takimi tematami jak nietolerancja czy nierówności rasowe i społeczne. Brzmi to wyświechtanie, ale naprawdę ciężko było mi się od Stania płatnego oderwać - raz, że dawno się tak przy lekturze książki nie śmiałem, dwa, ta dobra zabawa jakoś nieustannie zmuszała mnie do myślenia. Bo to także mądra rzecz jest. I świetnie przetłumaczona przez Gabrielę Hałat.


Fleur Jaeggy – Jestem bratem NN



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/242165,4-x-opowiadania-cz-1



Hisham Matar – Powrót



http://mikolajmarszycki.natemat.pl/232635,umeczony-nadzieja


Jon McGregor – Zbiornik 13



Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, przełożyła Jolanta Kozak, 294 str.

Pierwsze zdanie: Zebrali się na parkingu godzinę przed świtem i czekali, aż ktoś im powie, co robić.

Pierwszych kilkadziesiąt stron pozornie wygląda dość blado, a może nawet i nieco mdło - króciutkie proste zdania, żadnych dialogów, mało interesujące opisy, dużo postaci, powtarzające się motywy, co rusz kilkuzdaniowe opisy fauny i flory... nuda? O nie! W którymś bowiem momencie robi się w głowie takie „pyk” i narracja zaczyna wciągać, wsiąka się coraz silniej w ten świat, czuje się go i zaczyna do człowieka docierać o co temu McGregorowi tak naprawdę chodzi. To proza mądra, niezwykle subtelna, nawet dyskretna i w wielu momentach poetycka. Niosąca ze sobą sam destylat treści. Zacna lektura, która bardzo mi się podobała, choć zdaje sobie również sprawę, że część z tych, którzy po nią sięgną, mogą na niej szybko polec. Liczę natomiast na tych, którzy w pewnym momencie poczują wspomniane „pyk”. I najważniejsze! Choć na samym początku znika tu bez śladu pewna dziewczynka, zaczynają się poszukiwania, to nie jest to żaden thriller.


Asne Seierstad – Dwie siostry



Wydawnictwo WAB, przełożyła Iwona Zimnicka, 507 str.

Pierwsze zdanie: Piętrowe łóżko stało na środku pokoju.

Druga po Jednym z nas, wyjątkowa książka tej autorki. Seierstad, po wstrząsającej opowieści o Breiviku, znów prezentuje mocny, wciągający, sfabularyzowany reportaż. Może nie aż tak chwytający za gardło jak wspomniany Jeden z nas, ale i tak więcej niż dobry. Tym razem bierze na warsztat tematy takie jak islamski fundamentalizm i ekstremizm, problemy imigracyjne, rosnący radykalizm, wzmacniająca się człowieku siła przekonań religijnych czy wielokulturowość. W tej wielowątkowej, solidnie przygotowanej książce autorka stara się przede wszystkim znaleźć odpowiedź na pytanie – czemu dwie nastoletnie siostry o somalijskich korzeniach zdecydowały się opuścić Norwegię, aby żyć w ogarniętej straszliwą wojną Syrii, dodatkowo jeszcze, stojąc po stronie Państwa Islamskiego. I chociaż autorka nie daje gotowych odpowiedzi i pozostawia nas z wieloma wątpliwościami, tak również wiele tłumaczy, zmusza do myślenia i funduje nam przerażającą podróż w sam środek syryjskiego piekła. Dodam jeszcze, że duże wrażenie robi przekonywająco oddana determinacja ojca dziewczynek, Sadiq'a, który robi wszystko by je odzyskać.


Katarzyna Wiśniewska – Tłuczki



Wydawnictwo Nisza, 239 str.

Pierwsze zdanie: W sopel lodu, dorodny, mocno osadzony, wpatrywał się dobre trzy minuty.

Niby normalna rodzina jakich w Polsce tysiące. Ale to tylko pozory, bowiem trzy pokolenia umęczonych i stłamszonych kobiet są tu terroryzowane i bez skrupułów wykorzystywane przez "świętobliwych" mężczyzn. Prym w tej codziennej tyranii wiedzie nestor rodu, dziadek Wincenty - miłośnik tatara i górskich wędrówek. Jest także wyjątkowo obślizgły typ - ojczym - były ksiądz, specjalizujący się w filozofii i molestowaniu. Zmyślnie przeplatając kilka wątków, Wiśniewska opisuje przede wszystkim specyfikę patriarchalnego rodzinnego piekła, ale także obłudę tzw. prawdziwych Polaków-katolików i przedstawicieli Kościoła. Mimo wykorzystania czarnego humoru i subtelnej ironii, autorce udało się także wytworzyć intrygujący i niepokojący, duszny klimacik. Bywało więc, że przy lekturze chichotałem w głos, mdliło mnie od tego zakłamania albo cierpła mi skóra na karku. Książka bardzo dobrze napisana. Ciekawa i dotkliwa. Takich debiutów nam trzeba! W bonusie brawa za kapitalną okładkę.


Lawrence Wright – Wyniosłe wieże



Wydawnictwo Czarne, przełożyła Agnieszka Wilga, 637 str.

Pierwsze zdanie: 17 marca 1996 roku, w Dzień Świętego Patryka, Daniel Coleman – agent nowojorskiego oddziału Federalnego Biura Śledczego (FBI) zajmującego się wywiadem zagranicznym – udał się w okolice Waszyngtonu, do miejscowości Tysons Corner, gdzie miał objąć nową posadę.

Mój nos mi podpowiada, że Wyniosłe wieże będą prawdopodobnie jedną z najlepszych książek non-fiction tego roku. Ależ to jest napisane! Co za drobiazgowe śledztwo, ile tu informacji, kontekstów, ciekawostek. A jak to się czyta! Mimo przytłaczającego materiału, tych wszystkich faktów czy nazwisk, reportaż ten momentalnie wciąga, trzyma w napięciu do samego końca i dobrze tłumaczy jeden z największych problemów współczesnego świata. Przede wszystkim otrzymujemy skrupulatną genezę tego jak, począwszy od lat 60., rozwijał się islamski fundamentalizm, który zaowocował m.in. powstaniem Al-Kaidy, i który doprowadził do tragicznych zamachów z 11 września 2001 r. Wright zajmuje się też ewolucją przekonań islamistów o tym, że Zachód jest zły i należy z nim bezwzględnie walczyć. Częściowo jest to również historia Osamy Bin Ladena i jego stopniowej radykalizacji. A także opowieść o niezdrowym, ambicjonalnym współzawodnictwie CIA i FBI. Co najważniejsze, nie znajdziecie tu jakichkolwiek domniemywań czy teorii spiskowych. Tylko fakty i jeszcze raz fakty. Wielka szkoda jedynie, iż dostaliśmy tę książkę przetłumaczoną na język polski dopiero 12 lat po premierze.

Na koniec jeszcze raz zapraszam na mój profil na facebooku Tekst linka gdzie również (i częściej niż tu) piszę o książkach.

Obecnie czytam:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...