O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Mądrze i czule o nieobecności

…czyli Projekt: Nie ma

Mariusz Szczygieł – Nie ma



Wydawnictwo Dowody Na Istnienie, 332 str.

Pierwsze zdanie: W wagonie nie było prawie nikogo, co odczułem jako przykrość.

Z poprzednią książką Szczygła pt. Projekt: Prawda miałem pewien kłopot. Podobały mi się zawarte w niej miniatury ale trochę brakowało mi reportażu. Kompletnie za to nie rozumiałem włączenia do tej pozycji powieści Stanisława Stanucha. Powieści, której nawet nie doczytałem do końca, tak wydała mi się słaba. Z Nie ma, które wydaje się być w pewnym stopniu rozwinięciem czy dopełnieniem Projektu: Prawda, nie mam za to żadnych problemów. Są tu i drobne formy oraz konkretne, rasowe reportaże. Nie ma już żadnych cudzesów. Jestem więc zadowolony. Poza jednym, małym ale, o którym później.


Właśnie reportaże są tu najlepsze. Czecholubom powinny przypaść do gustu przynajmniej dwa – o poetce Violi Fischerovej (Czytanie ścian) i niesamowitej, modernistycznej willi zaprojektowanej przez Adolfa Loosa (Gwiazda wszystkich willi). Zwłaszcza ten drugi to kawał dobrej roboty, począwszy od samego tematu, podejścia do jego przedstawienia, aż po sposoby obrazowania przy opisach architektonicznych. Dojmujący jest również reportaż o pisarkach, siostrach Woźnickich, których niełatwe życie i zmaganie się z problemami psychicznymi doprowadziło do samobójstw (Nieznajomy wróg jakiś). Ciekawy jest także choćby ten o polskim rzeźbiarzu Tomaszu Górnickim (Wiele męskich scen), wystawiającym swoje oryginalne prace dosłownie na mieście. Dodam, że reportaż ów zaczyna się niczym dobry kryminał. Nie wspominając już o dotkliwym, głośnym przed paru laty, Ślicznym i posłusznym, za którego autor dostał w 2013 r. nagrodę im. Andrzeja Wojciechowskiego.

Teksty stricte reporterskie otaczają wspomniane już krótkie formy. Historie około reportażowe, różnego rodzaju miniaturki, mikroopowiadania, intymne wspomnienia czy nawet rozdziały jednozdaniowe. Szczygieł znów eksperymentuje z formą więc są tu i takie indywidua jak zapis Excela, w którym pewna pani dokonuje bilansu swojego życia (Bilans Ewy) czy urywki rozmów, których więcej nie ma niż zostało wydrukowanych (Rzeka).




Wszystkie te teksty dotyczą tytułowego Nie ma czyli śmierci. A także przemijania, odchodzenia, żałoby, oswajania utraty, doświadczania braku i w końcu pogodzenia się z losem. Ale nie tylko. To także książka o pamięci. O problemach z nią, jej umacnianiem i ufaniem jej. O naszych smutkach związanych z tym wszystkim.

W Nie ma Szczygieł jest blisko ludzi i ich podstawowych bolączek. Ale jest także mocno autorefleksyjny i sporo pisze o samym sobie (w trzeciej osobie). A to jak wiadomo jest zabiegiem ryzykownym. Efekciarskim. Czy tak rzeczywiście jest z Nie ma? Czy tu zabieg ten jednak się sprawdza? I tak, i trochę nie. Są bowiem teksty, w których to odkrywanie się autora w ogóle nie przeszkadza, ba, nawet szczególnie ujmuje, bo jednocześnie z czułością opowiada coś ważnego o innych. Mam tu na myśli choćby migawki z ostatniej wspólnej wyprawy z ojcem do Pragi (Jerzy Szczygieł w Pradze), ale przede wszystkim finałową, przenikliwą i niezwykle intymną opowieść o stracie partnera (Rzeczy po prostu dzieją się). Z drugiej natomiast strony mamy tu też nieco ckliwo-kiczowatą miniaturę o śmierci kota (Trzydziesta noc), która niestety ociera się o banał.

Poza tym jednym tekstem Szczygieł z nie lada precyzją gra czytelnikowi na emocjach. Nawiązując do legendarnej anegdoty dotyczącej aktorskiego warsztatu niezapomnianego Romana Wilhelmiego, tak jak i on wie dobrze kiedy przypier...ić, a kiedy odpuścić. Świetnie konstruuje poszczególne opowieści, umiejętnie budując napięcie, rozkładając akcenty czy osadzając w nich ciekawe detale. O tym, że potrafi słuchać swoich rozmówców jak mało kto, chyba nikogo nie trzeba przekonywać.

Nie ma to pozycja celnie opisująca nieobecność z różnych perspektyw. Rzecz mądra, emocjonalna i smutna, choć nie pozbawiona też momentów zabawnych. Tak, odrobinę humoru udało się mimo wszystko autorowi przemycić. Całość czyta się bez mała na pniu. Naprawdę nie chce się tej książki odkładać. Także dlatego, że jest ładnie wydana i ma świetną okładkę. Warto. Do refleksji.

Obecnie czytam:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...