O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Jak się ma twoje szczęście?

… czyli o historii, do której klucz tkwi w pluszowej pandzie

Pascal Garnier - Teoria Pandy



Wydawnictwo Claroscuro, przełożyła Gabriela Hałat, 194 str.

Pierwsze zdanie: Siedzi sam na końcu ławki.


Pewnego razu, w październikową niedzielę, w życiu kilku nieszczęśliwych osób zamieszkujących małe, pachnące obornikiem miasteczko w Bretanii, pojawił się nieznany nikomu, tajemniczy mężczyzna o imieniu Gabriel. Zaczął od razu pomagać potrzebującym. Samotnej, pragnącej miłości recepcjonistce hotelowej Medeleine. Portugalskiemu właścicielowi baru o imieniu José - ojcu dwójki małych dzieci, któremu żona zapadła w śpiączkę. A także źle traktowanej przez życiowego utracjusza Marca (czyhającego na spadek po ojcu), Ricie, narkomance i kobiecie upadłej. Gabriel nie tylko gotował im pyszne posiłki ale także cierpliwie wysłuchiwał ich żali i trosk, współczuł, podbudowywał swoją obecnością w trudnych momentach, a nawet wspierał nieszczęśników materialnie. I nikogo nie osądzał. Po prostu anioł nie człowiek. Na koniec zmienił życie wszystkich bohaterów, ale jak to zrobił niech pozostanie kwestią otwartą. A ponieważ jest to „bajka” noir napisana przez Pascala Garniera, jej morał mógłby brzmieć: szczęście bywa zdradliwe.


Tak w skrócie wyglądałoby streszczenie Teorii Pandy w konwencji bajkowej. A teraz postaram się skupić na konkretach i jakoś usystematyzować swoje przemyślenia. Druga powieść Garniera wydana w Polsce (pierwszą był kapitalny Jak się ma twój ból?) to znowu minimalistyczna, ale gęsta od różnych znaczeń, podtekstów i możliwości interpretacyjnych, proza egzystencjalno-psychologiczna-filozoficzna. Znów nieco surrealistyczna czy absurdalna i niepozbawiona czarnego humoru. Pozornie nieskomplikowana historyjka, zawierająca mieszankę ciekawych obserwacji i dopracowanych dialogów z krótkimi retrospekcjami. Taka, w której już na pierwszej stronie autor zawarł pewną wskazówkę, że będziemy mieli do czynienia ze specyficzną, niepokojącą i ponurą opowieścią, ale przez trzy czwarte książki (mimo kolejnych „znaków ostrzegawczych”) stara się czujność czytelnika uśpić. To taki rodzaj inteligentnej gry. A najlepsze jest w niej to - mimo że raczej szybko dochodzimy do tego jaką tajemnicę nosi w sobie Gabriel i spodziewamy się, iż coś tu się musi stać, nie przypuszczamy, że uderzenie będzie tak mocne. Twist jest tu bowiem zawodowy. Niczym w najlepszym thrillerze – choć to nie jest thriller czy kryminał. Naprawdę dawno już podczas lektury tak mnie nie zatkało.

Bardzo ciekawe, świetnie skonstruowane i ważne dla całej historii są tu postaci drugoplanowe. Każda z nich swobodnie mogłaby być bohaterem odrębnej książki. Nie tylko Medeleine, Rita, Marco i José . Nawet gdy Gabriel idzie do włoskiej restauracji (połączonej z małym sklepikiem) kupić kilka oryginalnych produktów na kolację natyka się tam na właścicielkę, nota bene czytającą Nietzschego, która dosłownie w kilku zdaniach sprzedaje mu interesującą opowieść o sobie. Garnier co rusz serwuje różnego rodzaju kapitalnie przedstawione sceny – dialog ze starszą panią w kościele na temat otrutego psa, rozmowa z mężczyzną w parku o srających gołębiach, specjalnym schronie… i aniołach, wspomnienie wspólnego pieczenia kurczaka z pewnym kloszardem „podziwiającym” Joannę D’Arc, przypowiastka o Mathieu, który w ramach zemsty zjadł całą szafę, w której wyzionęła ducha jego żona. Ba, nawet prozaiczny zakup sznurówek kończy się tu lekko filozoficznym dialogiem z szewcem. Każda z takich scen jest tu po coś, żadna nie jest przypadkowa. To dalsza część wspomnianej już gry, na którą składa się także podrzucanie różnych tropów.




A sam Gabriel?

Jest pan tu od czterech czy pięciu dni i już pan zna sporo ludzi. Wchodzi pan w ich życie ot tak, jakby nigdy nic. Jakby wszędzie był pan u siebie.

Mówi o nim Medeleine.

- Wykonuje pan zawód, który wymaga podróżowania?
- To raczej funkcja niż zawód.


Słyszy od niego innym razem. Albo taki ich bardzo istotny dla tej historii dialog:

- Gabrielu był pan kiedyś szczęśliwy?
- Tak raz. I to mnie przeraziło.
- Dlaczego?
- Bo to był ostatni raz.


Z kolei skołowany José zadaje w pewnym momencie pytanie retoryczne – A może ty po prostu jesteś wariatem?

Gabriel to człowiek-zagadka. Nie chce zdradzić praktycznie nic na swój temat. Mistrz dyskrecji. Nie chce zbliżyć się do Medeleine, która mu się przecież podoba.
Poznajemy go z drobin gdzieniegdzie pozostawionych przez Garniera i pojawiających się co jakiś czas retrospekcji ujawniających jego traumę. Jego cierpienie. W ten sposób stopniowo uzupełniamy ten fascynujący acz co raz bardziej niepokojący portret. Tego metaforycznego posłańca pełnego empatii. Dziwaka, który ma np. specyficzną obsesję na punkcie mięsa.

Co jeszcze? Finezyjnie jest to napisane. Znowu wyrafinowany styl, pierwszorzędne opisy, wyborne, krótkie, uderzające zdania czy przedziwne porównania i metafory. Zanim kilka z nich zacytuję muszę dodać, że książka jest biegle przetłumaczona przez Gabrielę Hałat, która przełożyła wcześniej Jak się ma twój ból?

Promień słońca pada na muchę jak wiązka światła projektora. Owad trzepoce w lepkiej kałuży na marmurowym blacie stolika. Widok przywodzi na myśl nieudany numer cyrkowy.

Ritę, podobnie jak rosyjski czołg, napędza wódka i niepohamowana potrzeba zdobycia nicości.

Miałem wrażenie, że jestem shakerem w rękach epileptycznego barmana – to Marco opisujący zażycie kokainy.

A o orchideach Garnier napisał tak: Przypominają zdjęcia chorób wenerycznych w podręcznikach do medycyny.

Kluczem do zrozumienia tej przedziwnej, mrocznej i niejednoznacznej powieści jest tytułowa panda. Wielka pluszowa maskotka, zdobyta trochę przypadkiem. Szeroki uśmiech, rozłożone ramiona gotowe do przytulania… a w środku wypchana pustka. Trofeum trafiające na śmietnik i z niego powracające. Czy takie właśnie jest szczęście?
Ale przy lekturze tej książki można stawiać sobie także inne pytania. Choćby o bezcelowość ludzkiej egzystencji. O jej kruchość. Czy o istotę przemocy i zła.
Wszystko zależy od tego czy w ogóle i jak głęboko zechcecie wejść w tę intrygującą opowieść. Jeśli się na nią zdecydujecie, pamiętajcie koniecznie o jednym:

Życie jest nieznośne po utracie szczęścia, to nieuchronność losu. Ledwie człowiek je dostrzeże, a już drzwi się przed nim zatrzaskują, na zawsze pogrążając go w żalu. Nie ma gorszej udręki. Nikt nie wie tego tak dobrze jak Gabriel.


Obecnie czytam:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...