O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Miłość naznaczona tajemnicą

Czyli nowa powieść wybitnego albańskiego pisarza

Ismail Kadare – „Wypadek”



Pierwsze zdanie: „Wydarzenie wydawało się całkiem zwyczajne.”

Najświeższa wydana w Polsce książka Kadarego zaczyna się, jak na tego autora dość nietypowo, kryminalno-sensacyjnie. Wspomniane w pierwszym zdaniu wydarzenie wydaje się rzeczywiście całkiem zwyczajne – w Austrii taksówka nagle zjechała z autostrady i wpadła w przepaść. Zginęła dwójka pasażerów, a ciężko ranny kierowca trafił do szpitala. Wypadek. Nietypowy ale chyba jednak wypadek. Chociaż jego przyczyn nie jest w stanie wyjaśnić lokalna policja. Więc czy na pewno?
Dwójka osób, które w nim zginęły to obywatele Albanii. Besfort Y. był pracownikiem Rady Europy i człowiekiem uwikłanym w sprawy wojny na Bałkanach. Zaś podróżująca z nim Rovena, stażystka w Instytucie Archeologicznym w Wiedniu, była od lat jego kochanką. Ponieważ Besfort powiązany był ściśle ze śledztwem prowadzonym w Hadze, a dotyczącym zbrodni wojennych, dochodzenie w sprawie jego śmierci prowadzi niezależnie wywiad albański i serbski. Ale również tajemniczy, bezimienny detektyw. To dzięki niemu poznajemy to, co działo się z tą parą przez ostatnie czterdzieści tygodni.

Ten nieco sensacyjny i detektywistyczny początek, to tylko taka zmyłka, bo dalej dostajemy historię miłosną pary Besfort-Rovena, przywołaną przez wspomnianego anonimowego badacza. Nie jest to oczywiście jakieś klasyczne, ckliwe lovestory, tylko opowieść o mocno skomplikowanym i pogmatwanym związku, w dodatku naznaczonym tajemnicą, która nigdy do końca nie zostanie wyjaśniona.
Relację między tą dwóją wypełnia emocjonalna szamotanina, obsesyjność i swego rodzaju perwersja, w której gustuje zwłaszcza on. Besfort to kochanek momentami podły i okrutny. Nakręcany dodatkowo jakimś wewnętrznym pędem do autodestrukcji. Rovena, to z kolei typ zagubionej histeryczki, która jest w tym związku ofiarą, choć czasami wchodzi w rolę swego kochanka i też potrafi bezwzględnie ranić. Para ta będąc w silnie emocjonalnym związku, takim pełnym uczucia, zapamiętale szuka czegoś ponad to, jakieś nowej formy miłości. Jej początkiem ma być śmierć.

„Powiedział jej kiedyś: „Istnieją dwie wątpliwe rzeczy na świecie: miłość i Bóg. Trzecią jest śmierć, ale możemy ją zobaczyć jedynie u innych.”

Poza tą szaleńczą miłością, która występuje tu w roli głównej, Kadare dotyka w „Wypadku” jeszcze kilku innych kwestii. Jedną z nich jest właśnie śmierć. To książka, w której występuje wiele motywów tanatycznych. Potraktowanych równie obsesyjnie co miłość. Wiele miejsca autor poświęca również tematyce seksualności, która jest tu równie trudna i skomplikowana jak uczucia wiążące i dzielące kochanków. I co istotne nie występuje tu tylko w układzie damsko-męskim ale również lesbijskim, bo Rovena ma także kochankę.
To również w niewielkim stopniu, ale jednak powieść polityczna. Mocno osadzona we współczesności (co się do tej pory w książkach albańskiego pisarza znanych w Polsce nie zdarzało). Z przywołanym już Trybunałem w Hadze, Radą Europy, niemilknącym echem komunizmu czy bombardowaniami na Bałkanach.


„Wszędzie na świecie wrzawa wydarzeń toczących się na powierzchni kontrastuje ze skrytymi głęboko w głuchej ciszy ich prapoczątkami, nigdzie jednak ta różnica nie jest tak wielka jak na Bałkanach.”

Ale także świetnie naszkicowaną specyficzną sytuacją samej Albanii, która choć wreszcie wolna, nie jest siebie pewna w Europie, która protestuje i od której nie da się uwolnić:

„Im bardziej ją przeklinasz, tym bardziej uzależnia od siebie. Jest jak miłość kurwy.”



To proza z jednej strony chłodna jak stal i niezwykle analityczna, a z drugiej tradycyjnie już mroczna oraz pełna niejasności i nie ustalonych faktów. W końcówce uderzająca w tony metafizyczne, religijne, a zwłaszcza mitologiczne. Autor przywołuje bowiem mit o Orfeuszu i Eurydyce, który zderza z miłością Besforta i Roveny. Niczego dosłownie nie tłumacząc i pozostawiając nam pełną swobodę w jego interpretacji. Kochał, a może już nie kochał? Utracił ją, czy nie utracił? Wypadek to, zamach, samobójstwo, czy morderstwo? Być może dpowiedzi znajdują się w lusterku wstecznym, w którym ostatni raz widział parę zakochanych taksówkarz, tuż przed tym gdy spadli w przepaść, a które anonimowy detektyw próbujący rozwikłać tą zagadkę zabiera ze sobą do grobu.

Nie jest to na pewno łatwa lektura i zarazem nie należy do szczytowych osiągnięć albańskiego pisarza. Co nie znaczy, że nie warto jej przeczytać. To kawał solidnej, intrygującej literatury, z finezyjnie prowadzoną narracją i interpretacyjną głębią. Książka może nieco przekombinowana ale jednocześnie dającą dużo przyjemności stricte czytelniczych, występujących zwykle w przypadku, gdy obcuje się z prozą ambitną.
Na sam koniec wielki szacun i respect dla pani Doroty Horodyskiej za kolejny świetny przekład z albańskiego i niezłomne przybliżanie nam dzieł wyjątkowego pisarza, jakim niewątpliwie jest Ismail Kadare. On kiedyś dostanie tego Nobla, zobaczycie…

Literackie tropy: trochę Borgesa, szczypta Kundery

Inne tropy:


Aktualnie czytam:
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...